piątek, 18 sierpnia 2017

Ostatnia wspinaczka



Autor: Damien Boyd
Tytuł: W linii prostej
Tłumaczenie: Krzysztof Krzyżanowski  
Wydawnictwo: Editio
Seria: Kryminalna seria o komisarzu Dixonie
Tom: 1
Liczba stron: 192
Oprawa: miękka
Data wydania: 2017
ISBN: 978-83-283-2580-7

Sprawie powinien się przyjrzeć ktoś, kto zna specyfikę wspinania. (s. 16)
Góry podziwiam od dołu, chociaż zdobywam różne szczyty, lecz nie górskie. Jednak są zapaleńcy wspinaczek górskich i o nich dziś kilka słów w wersji kryminalnej. Będzie intrygująco, a gwarantuje to angielski pisarz Damien Boyd, autor kryminału W linii prostej, pierwszego tomu serii Kryminalna seria o komisarzu Dixonie.
Nie chcemy, żeby bez stosownego dochodzenia uznano to za wypadek. (s. 16)
Nick Dixon przeniósł się z Metropolitan Police w Londynie i podjął pracę w Avon and Somerset Constabulary. W niedzielę otrzymuje wiadomość od posterunkowego. W piątek wieczorem w wypadku wspinaczkowym w wąwozie Cheddar w okolicach szczytu High Rock zginął Jake Fayter, jego dawny partner wspinaczkowy. Mężczyzna odpadł od skały i spadł z wysokości kilkudziesięciu metrów i zginął na miejscu. Komisarz obiecał rodzicom kolegi, że przyjrzy się sprawie.
Moje działania będą musiały pozostać nieoficjalne. Trzeba też pamiętać o tym, że jestem tu stosunkowo nowy, a to też w niczym nie pomaga. (s. 18)
Sprawa od początku jest intrygująca, bowiem Jake od lat uprawiał wspinaczkę górską, był świetny w tym, co robił, prowadził bloga. Często ryzykował własne życie w czasie wspinaczki, by uratować swego partnera. Należał do tych, którzy przesuwają własne granice. Szczegółowo planował każdy swój krok i rozpracowywał każdą trasę. Jake od dwóch lat pracował nad projektem – korzystając z lin, asekurował się w czasie pracy nad poszczególnymi ruchami na czymś, co „miało stać się nową drogą”.
Twierdzę po prostu, że nie wiem, co się wydarzyło, i jestem winien Jake’owi wyjaśnienie całej sytuacji. (s. 41)

Nick Dixon nie dopuszcza do siebie myśli, że Jake popełnił błąd, że na przykład źle zawiązał węzeł, który sam się rozwiązał. Nieszczęśliwe zdarzenie widzieli turyści, którzy robili zdjęcia i nagrywali film. Na jaw wychodzą inne fakty. Komisarz dostaje oficjalnie sprawę śmierci Jake’a Faytera i kieruje trzyosobowym zespołem.
Będziemy podążać tymi tropami, które mamy. (s. 143)
Jako szef Dixon musi o wszystkim pamiętać, rozdaje dyspozycje. Jego decyzje czasem budzą zastrzeżenia u podwładnych, ale panuje nad nimi. Jest ambitny, uparty i dąży do celu, czasem wytyka błędy w innych śledztwach lub daje wskazówki młodszym policjantom. W dochodzeniu wykorzystuje doświadczenia zawodowe z Londynu oraz możliwości współczesnej technologii i internetu. Działa zgodnie z przepisami, aczkolwiek one… czasami utrudniają dochodzenie. Zwykłe śledztwo zamienia się w mroczne, przybywa ofiar, zaś okoliczności splatają się w jedno. Okazuje się bowiem, że Nick Dixon tak do końca nie znał swego kolegi…
Myślę, że to wszystko na dziś. Mój nos wyczuwa już chyba zapach piwa. (s. 130)
Przyznam szczerze, że spodobał mi się główny bohater. Autor wykreował go na zwykłego człowieka, który idzie do pracy, wywiązuje się z obowiązków, a potem wraca do domu i pije piwo. Pokazał, że policjant chorujący na cukrzycę, jest w stanie efektywnie pracować i brać aktywny udział w akcjach policyjnych. Do tego ma psa, który wabi się Monty. To wraz z nim czytelnik kilka razy udaje się na spacery i podziwia krajobrazy angielskie czy śledzi tok myśli komisarza, a nawet próbuje umówić się na randkę. W ramach dawnej znajomości, a potem w toku śledztwa często odwiedza rodziców Jake’a. Warto zwrócić uwagę na różne reakcje rodziców ofiary, ich stan emocjonalny. Na uwagę zasługuje jeszcze kilku bohaterów – podwładni Dixona i jego szef oraz sama ofiara. Czytelnik ma szansę poznać jego ostatnie minuty życia i nie tylko.
Damien Boyd pomyślał o tym, że nie wszyscy czytelnicy jego kryminału będą się znali na wspinaczce górskiej. Zadbał o to, by na końcu pojawił się słowniczek z głównymi pojęciami. I naprawdę on się przydaje, bo gdy się czyta opis wspinaczki, to niewiele się z tego rozumie. Za to kryminał czyta się bardzo dobrze i bardzo szybko. To zaledwie 192 strony! Wydaje się mało, ale mnie niczego nie brakowało – było krótko, treściwie i dynamicznie, choć śledztwo przedstawiono drobiazgowo, ale kosztem tła obyczajowego i głębszej charakterystyki bohaterów. Kolejne etapy dochodzenia śledziłam z zainteresowaniem. Oprócz tej początkowo nieoficjalnej sprawy śmierci Jake’a, Dixon brał udział w innych śledztwach i wykonywał inne policyjne obowiązki. Miał co robić i fabuła dzięki temu była bardziej realna i bogatsza w wydarzenia, a przez to ciekawsza. W powieści brak raczej nagłych zwrotów akcji, ale wystarczy jedno dobre zakończenie, by wbić czytelnika w fotel. Prawda zaskakuje wszystkich. Zaskoczy i Was!
W Linii prostej jest kilka zagadek do odkrycia, na przykład po co ludzie się wspinają…?! Spróbujcie sobie odpowiedzieć najpierw sami na to pytanie, a potem sięgnijcie po ten kryminał. Ja jestem ciekawa kolejnych tomów Kryminalnej serii o komisarzu Dixonie autorstwa Damiena Boyda, tym bardziej, że przy tym śledztwie zostały jeszcze nierozwiązane wątki poboczne…

Za egzemplarz książki dziękuję wydawnictwu:



Książka przeczytana w ramach wyzwań:

6 komentarzy:

  1. Mnie nawet bardzo zainteresowała, chociaż wolałabym gdyby było więcej nagłych zwrotów akcji, wtedy bardziej książka wciąga!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Autor postawił na drobiazgowy opis śledztwa, a prawdziwą bombę zostawił na koniec!

      Usuń
  2. Ostatnimi czasy ciągle mam ochotę na jakiś szybki kryminał, ten wydaje się być idealny :)

    Pozdrawiam, ifeelonlyapathy.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 192 strony to naprawdę szybki kryminał . :)

      Usuń

Gościu, atramentowy ślad zostaw po sobie,
A na każdy komentarz odpowiem wnet Tobie.