Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Biblia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Biblia. Pokaż wszystkie posty

piątek, 21 lipca 2023

Zawidźmy oczami dziecka

Autor: Michał Turczyński

Tytuł: Zawidźmy oczami dziecka

Wydawnictwo: Warszawska Firma Wydawnicza

Liczba stron: 77

Oprawa: miękka

Data wydania: 2022

ISBN: 978-83-8011-070-0

 

 

 

Zapomniał wół, jak cielęciem był – tak sobie pomyślałam, kiedy przeczytałam tytuł książeczki Zawidźmy oczami dziecka Michała Turczyńskiego. Muszę przyznać, że tytuł na okładce początkowo odczytywałam jako Zawidzmy oczami dziecka. Dopiero ze wstępu dowiedziałam się, jak brzmi prawidłowa wersja. Cóż, niefortunny wybór czcionki, litera „ź” na okładce wygląda jak „z”.

Michałowi Turczyńskiemu przyświecał cel, aby w swojej publikacji podać swoiste narzędzie myślowe, mogące posłużyć do dostrzegania wartościowych rzeczy i dowolnych działań podejmowanych przez nas. Autor dedykuje książeczkę każdemu czytelnikowi, który myśli i poszukuje swojej drogi. Dzieli się w niej fragmentem siebie i swojego życia. Stwierdza, że książka jest dla czytelnika i dla niego samego. Zwraca się do niego bezpośrednio i okazuje mu szacunek.

Autor rzuca czytelnika na głęboką wodę własnego JA. Wciąga go w wir rozważań ściśle związanych z życiem zewnętrznym, a szczególnie zagadnieniom, które są poświęcone temu, co ukryte zawiłe, trudne, niejasne. Rzuca światło na kilka aspektów, zahacza przy tym o nauki humanistyczne i nauki ścisłe.

niedziela, 2 lipca 2017

Wróćmy na jeziora



Autor: Katarzyna Enerlich
Tytuł: Wiatr od jezior
Wydawnictwo: MG
Liczba stron: 320
Oprawa: miękka
Data wydania: 2017
ISBN: 978-83-7779-410-4


Wiatr od jezior zawsze niósł coś nowego, co zmieniało bieg dotychczasowych spraw. (s. 7)
Tytuł postu celowo nawiązuje do znanej piosenki Czerwonych Gitar – Wróćmy na jeziora. Kto był na mazurskich jeziorach, to właśnie na nie powróci, kto nie był, to ma okazję się tam wybrać, a dokładnie na jeziora powiatu mrągowskiego: Czos, Piłakno, Inulec, Płociczne, Głębokie. Przewodnikiem będzie najnowsza powieść Katarzyny Enerlich Wiatr od jezior. To ona, oczywiście wraz z autorką, zabierze czytelnika do Mrągowa i okolic, by ukazać przeszłość tych ziem.
Selbongen zaczęło się więc wtedy, kiedy bóg wód Perkun objawił się tu ludziom wraz z pierwszym białym szkwałem i pierwszą burzą. (s. 11)
Współczesne Zełwągi koło Mikołajek dawniej nazywały się Selbongen. Była to wieś-wyspa położona między trzema jeziorami i puszczą. Nic dziwnego, że było to bardzo dobre schronienia dla wodnych i puszczańskich bogów, szczególnie dla boga wody – Peruna. Ale do czasu. W 1922 roku wiatr od jezior przyniósł nowe – do wsi przybyli z odległej Ameryki Frank i Max Schmidt z Kościoła Jezusa Chrystusa Świętych w Dniach Ostatnich z Księgą Mormona w ręku. Głosili oni dobrą nowinę, ewangelię.
Po kilku dniach większość mieszkańców wioski przyjęła chrzest, a niebawem odbył się pierwszy mormoński ślub Bruna i Agaty Bajohr. Mijały lata, a mormońska społeczność Selbongen nadal żyła w odosobnieniu odcięta od świata przez swe położenie, dopóki po raz kolejny nie zawiał wiatr od jezior…
Zimowe wieczory to czas, kiedy Mrągowo pustoszeje i człowiek ma wrażenie, że znalazł się nagle na końcu świata. Mazurskie rubieże mają to do siebie, że milkną po sezonie, jakby ktoś zamknął za ludźmi niewidzialną bramę. (s. 45)
Druga płaszczyzna czasowa w powieści to grudzień 1998 roku. Zima w Mrągowie i na Mazurach daje się wszystkim we znaki, nie odpuszcza – duży mróz i opady śniegu to standard, przecież to polska Syberia. Anna Sołowiecka z lokalnego tygodnika „Głos Mrągowa” ma pełen ręce roboty, kilka rozpoczętych tematów, wiele pomysłów na nowe, by gazeta była ciekawa i czytana.
Zawód dziennikarki, który sobie wybrała, bardzo do niej pasował, ale jednocześnie niszczył ją. Nie pozwalał się skupić dłużej na niczym, bo wciąż był nowy temat, z którym musiała się zmierzyć. Codziennie coś się działo i nie było możliwości popracowania na zapas, a potem odpoczynku. (s. 52)
Pewnego dnia dziennikarka otrzymała smutną wiadomość od dyrektorki Domu Dziecka o jednej z byłych jej podopiecznych. Marta, przyjaciółka Anny, popełniła samobójstwo. To wersja policji, lecz dziennikarski nos Ani podpowiadał jej zupełnie co innego. Anna jako najbliższa osoba zmarłej musi zająć się jej rzeczami i mieszkaniem. W mieszkanku Marty coś ją niepokoi, dziennikarka dochodzi do wniosku, że coś jest nie tak. Uważnie wszystko obserwuje i notuje. Zaczęła dziennikarskie śledztwo.
To było jedyne miejsce, jakie znał, gdzie pogańskie plemiona składały swoje ofiary, jest to więc miejsce przez krew tamtych ofiar w pełni uświęcone. (s. 114)
W międzyczasie anonimowy rozmówca poinformował dziennikarkę, że na Wygonie za Zełwągami na kamieniu znaleziono zabite i spalone zwierzę oraz ślady krwi. Oprawca nie miał litości dla zwierzęcia, więc Ania jedzie to sprawdzić. Okazuje się, iż na kamieniu ofiarnym leżą szczątki sarny, a w śniegu karteczka z dziwnym tekstem. Dziennikarka doskonale wie, że policja zlekceważy to zgłoszenie, dlatego sama postanawia się dowiedzieć prawdy. W dodatku ma przeczucie, że śmierć przyjaciółki i ofiary ze zwierząt coś łączy, a przy okazji powstanie ciekawy artykuły. 


Jeśli tego nie przeżyjesz, to dobrze o tym nie napiszesz. My, dziennikarze, jesteśmy naprawdę jak hieny. Bazujemy na tym, co najbardziej dotyka ludzi, by opisywać to w sposób rzetelny i prawdziwy. (s. 67)
Ale to nie wszystkie sprawy, którymi w tym momencie zajmuje się dziennikarka. Jej kolejny temat to sprawa mrągowskich bezdomnych i zorganizowanie im pomocy. O pomoc w odnalezieniu rodziny prosi ją czarnoskóry Amerykanin Bernard Mulunda Mayingo Bajohr. Rozmowa z obcokrajowcem prowadzi dziennikarkę do Zełwąg i do odtworzenia historii wsi, gdyż wszystkie tropy prowadzą do Zełwąg, zaś dociekliwość dziennikarska do… różnych wydarzeń, ale o tym dowiecie się z kart powieści.
Anielski patrol wkracza do akcji. Czas rozpocząć misję. (s. 81)
Katarzyna Enerlich też ma misję. W powieści Wiatr od jezior autorka porusza bardzo wiele istotnych tematów. Ważne jest, w co wierzyli mieszkańcy mazurskich ziem, ponieważ musieli wierzyć w jakieś bóstwa, w jakiegoś Boga, szczególnie w trudnych czasach. W Zełwągach i okolicy zaczyna się wiara od bóstw pogańskich, przez religię Żydów, Mormonów do chrześcijaństwa. Bo na ziemiach mazurskich zawsze był tygiel religijno-narodowościowy. 
 Mormoni to dobrzy ludzie. (s. 107)
Drugi ważny temat w powieści to wątek społeczny, ważny niezależnie od czasu wydarzeń. Mieszkańcy Zełwąg tworzyli zżytą społeczność, pomagali sobie w trudnych sytuacjach. Także mieszkańcy Mrągowa tworzą taką społeczność i nie pozostają obojętni na los bezdomnych. Ludzie reagują na zło i okrucieństwo, chcą pomóc złapać mordercę zwierząt.
To obraz życia mieszkańców pod koniec lat 90. XX wieku. Czytelnik ma okazję przyjrzeć się im, obserwować ich relacje i zachowania oraz emocje, poznać ich myśli i skrywane sekrety, być z nimi w chwilach dobrych i złych, szczególnie Annie Sołowieckiej, która znów chętnie związałaby się z policjantem Jackiem. Przechadza się ulicami Mrągowa, zagląda do mrągowskiego szpitala i Domu Dziecka, do siedziby lokalnego tygodnika i do lokum bezdomnych. Poznaje pracę dziennikarską niemalże od podszewki, towarzyszy dziennikarzom w trakcie pracy (autorka była dziennikarką przez krótki czas), a przy okazji poznaje historię i okolice oraz zostaje wplątany w dwie kryminalne sprawy – śmierć młodej bibliotekarki oraz składanie ofiar ze zwierząt na kamieniach w okolicach Mrągowa.
Dobro na świecie istnieje i ma różne oblicza. (s. 236)
Tę prawdę w swej książce Katarzyna Enerlich udowadnia wielokrotnie, tak przy okazji. Jednak przede wszystkim czuć miłość autorki do ziemi mazurskiej, do mrągowskiej ziemi. Pani Kasia mieszka koło Mrągowa, czerpie z bogactwa tej ziemi pełnymi garściami, więc dokładnie wie, o czym pisze. Literackim językiem opisuje barwną historię ziemi mazurskiej, jej piękno i mieszkańców. Bazując na faktach, cytatach z Biblii, pamiętnika Ezry Bensona, obrazach życia pod koniec lat 90. XX wieku oraz swej bujnej wyobraźni wykreowała taki świat przedstawiony, w którym pozacierane zostały wszelkie granice. Kompozycja tej powieści jest podobna do poprzedniej książki autorki. Tu także przeszłość miesza się z teraźniejszością, co wyraźnie zaznaczają tytuły rozdziałów. Fakty z przeszłości splatają się ze współczesnymi i razem tworzą barwną mozaikę ziemi mazurskiej i jej mieszkańców.
Samo południe, a ona tu stoi i patrzy, jak błękit nieba oplata kontur Ratusza, jak dęby piramidalne, rosnące na początku promenady prowadzącej do jeziora Czos, wcinają się wysoko w ten błękit. (s. 279)
A na koniec trochę prywaty, w końcu mieszkam w sąsiednim powiecie, znam Mrągowo i znam autorkę… Wraz z narratorem spacerowałam po Mrągowie, przyglądając się znanym mi miejscom. Miasto jak żywe! Przypomniałam sobie podróż pociągiem z Mrągowa do Olsztyna (jednym z ostatnich) w tamtym czasie, który w powieści jest czasem fabularnym. Wspomniany chleb smażony w jajku to smak mego dzieciństwa, ale i jako dorosła osoba czasami jeszcze sobie go robię i zajadam ze smakiem. O zimach na Mazurach autorka napisała samiuśką prawdę, co mogę potwierdzić własnymi doświadczeniami. I nie dziwota, że w powieści pada sformułowanie „polska Syberia”. Ważnym bohaterem dla mnie była wspomniana Maria Dönhoff, hrabina pochodząca z Prus, której rodzina w sąsiedniej wsi miała pałac, a ona sama była ostatnią z rodu Dönhoffów. Więc się nie dziwcie, że dla mnie ta książka jest bardzo bliska i może bardziej subiektywnie ją odbieram niż inni czytelnicy, blogerzy.
Wróćcie na jeziora, poczujcie wiatr we włosach, może coś się wydarzyć. Powieść polecam absolutnie i bez wyjątku wszystkim mieszkańcom Mazur oraz ludziom zakochanych w Mazurach i tym wszystkim, którzy jeszcze nie gościli w Krainie Wielkich Jezior Mazurskich.

Książka przeczytana w ramach wyzwań:

poniedziałek, 4 kwietnia 2016

Poszukiwania naznaczone krwią



Autor: Krzysztof Beśka
Tytuł: Ornat z krwi
Wydawnictwo: Oficynka
Seria: Tomasz Horn
Tom: 1
Liczba stron: 578
Oprawa: miękka
Data wydania: 2013
ISBN: 978-83-62465-73-6 


Nie wyście mnie wybrali, alem ja was wybrał. (s. 199)
W końcu udało mi się przeczytać jedną z książek Krzysztofa Beśki, pisarza i dziennikarza pochodzącego zza miedzy, z sąsiedniego powiatu, z Mrągowa. Powieść Ornat z krwi zabrała mnie na wycieczkę po Warmii przez Żuławy Wiślane do Gdańska. Przenosiła mnie też w czasie do X, XIV i XVI wieku. A było to tak.
Coś niedobrego zaczyna się dziać w otoczeniu warmińskich kościołów: kradzież zabytkowych rzeźb, morderstwo księdza, odnalezienie tajemniczej krypty z dwoma trumnami wielkich mistrzów zakonnych z XIV wieku w kościele w Kwidzynie zamiast błogosławionej Doroty z Mątowów. Grupa gdańskich archeologów pod kierunkiem prof. Zbigniewa Krasińskiego dokonała tego wielkiego odkrycia, ale zostało ono krwawo okupione. W nocy ktoś zabił księdza proboszcza i porwał profesora, zniszczył stanowisko archeologiczne.
Oficjalne śledztwo prowadzi komisarz Artur Matejuk, ateista, co nieco jest kłopotliwe w dalszym rozwoju wydarzeń, głownie dla samego bohatera. Nieoficjalne śledztwo prowadzi archeolożka Ewa Rimmel oraz warszawski dziennikarz Tomasz Horn, który miał to (nie)szczęście wracać z urlopu i uczestniczyć w stłuczce. Tymczasem w dawnym kościele we Fromborku została zaatakowana inna grupa archeologów. Znika prof. Serafin Buczyński. Okazuje się wkrótce, że ktoś go zamordował. Niewierzący policjant trafia na trop, który prowadzi go do seminarium w Pelpinie i alumnów sprzed 30 lat. Jednym z nich był wówczas Józef Nehring, kilku jego kolegów nie żyje. Teraz życie księdza Józefa znajduje się w niebezpieczeństwie.
Jest nas coraz mniej, ale oni… Oni nigdy nie znajdą tego, czego szukają. (s. 90)
To słowa starego księdza rezydenta z katedry św. Jana Ewangelisty w Kwidzynie.
Policjant, dziennikarz, archeolożka i ksiądz – każde specjalizowało się w określonej dziedzinie i każde razem lub osobno próbowało rozwiązać zagadkę sprzed wieków, z końca X wieku dotyczącą brata Adalberta, dawnego biskupa praskiego, później znanego jako św. Wojciecha. Ta tajemnica była przekazywana przez pokolenia, chronili ją najwięksi ówcześni myśliciele, m.in. wielcy mistrzowie krzyżaccy, Mikołaj i Andrzej Kopernikowie, a w XXI wieku chronią ją niektórzy księża. Zdrada wisi w powietrzu.