poniedziałek, 17 sierpnia 2015

Do kości



Autor: Simon Beckett
Tytuł: Zapisane w kościach
Tłumaczenie: Jan Kraśko
Wydawnictwo: Amber
Seria: Dr David Hunter
Tom: 2
Liczba stron: 278
Oprawa: twarda
Data wydania: 2007
ISBN: 978-83-214-2775-7 


Serię Dr David Hunter Simona Becketta przyszło czytać mi nie po kolei. Ale to nieważne. Ważne, że miałam okazję zapoznać się z książkami pisarza, które nie pozwoliły mi się od siebie oderwać i wciągnęły w świat tajemnic ukrytych w ludzkich szczątkach. Tym razem tom drugi Zapisane w kościach pokazał mi prawdę o ludzkich kościach.
Doktor David Hunter wciąż jest rozdarty po tragicznej śmierci żony i córki. Lepiej rozumie zmarłych niż żywych, bo ci pierwsi przynajmniej nie kłamią i nie zdradzają. Nie jest mu dane dotrzeć do Londynu, gdyż zostaje telefonicznie poproszony o przyjrzenie się szczątkom znalezionym na wyspie Runa w Hebrydach Zewnętrznych. Po męczącej podróży w towarzystwie sierżanta Frasera, posterunkowego Duncana, oraz emerytowanego policjanta Andrewa Brody’ego ogląda miejsce zbrodni. Samospalenie to pierwszy wniosek, ale coś nie daje spokoju. Musi uważać na to, czego nie widać i działać sam bez techników kryminalistyki. Wkrótce odkrywa, że młoda kobieta została zamordowana uderzeniem w głowę. To odkrycie sprowadza szereg nieszczęść na wsypę i jej mieszkańców, a kilkudniowy sztorm tylko utrudnia sytuację.
W dodatku ktoś niszczy wszystkie nadajniki. Ktoś podpala różne miejsca. Ktoś morduje… Ktoś, kto lubi ogień. Bo ogień w odpowiedniej temperaturze spali wszystko. Jednak doktor Hunter ma duże doświadczenie. Jest nie tylko lekarzem, ale i antropologiem sądowym.
Antropologia sądowa to dziedzina nauki i smutna rzeczywistość, której większość ludzi starannie unika. (…) To po części patologia, po części archeologia – to, co robię, wykracza poza jedno i drugie. Bo nawet wtedy, kiedy biologia człowieka przestaje działać, kiedy z tego, co było życiem, zostaje jedynie zepsucie, zgnilizna i stare suche kości, nawet wtedy zmarły może być ważnym świadkiem. Może opowiedzieć swoją historię pod warunkiem, że umie się ją zinterpretować. (s. 13)

On umie to doskonale. Do tego stopnia odkrywa prawdę, że morderca czuje się zagrożony, a przez to i doktorowi zagraża śmiertelne niebezpieczeństwo. On także stał się celem ataków. Jednak nie poddaje się tak łatwo. Mimo ran, zmęczenia, głodu i szalejącego sztormu odkrywa kolejne elementy kryminalnych zagadek z pomocą miejscowej policji. Kości zmarłych przemawiają do niego:
Historia naszego życia, a czasem i śmierci jest zapisana w naszych kościach. Kości to świadectwo ran, urazów i zaniedbań. Ale żeby odczytać historię zapisaną na tych, najpierw musiałem ją zobaczyć. Był to proces żmudny i powolny. (s. 63)
Pochłonęłam książkę od razu. Już pierwsze zdanie przykuło mą uwagę, a potem było jeszcze lepiej. Napięcie, niepewność, zagadki i tajemnice. Oprócz kryminalnej zagadki, która wraz z rozwojem akcji rozrasta się, w przystępny sposób autor za pomocą wypowiedzi głównego bohatera wprowadza czytelnika w meandry antropologii. W prostych słowach przedstawia podstawy tej nauki, aby także czytelnik poznał tajemnice śmierci. Ale i skutecznie zwodzi czytelnika. Podsuwa mu kolejne tropy, insynuuje to i owo, zostawia niedopowiedziane rzeczy, by i tak na końcu zaskoczyć rozwiązaniem akcji.
A zakończenie nie jest zakończeniem, bo… nie, ono jest… potrójne! Gdy się wydaje, że na odciętej i sparaliżowanej strachem wyspie w końcu zapanował spokój, w końcu znaleziono osobę odpowiedzialną za makabryczne zbrodnie, które się wydarzyły na niej w ciągu tygodnia, okazuje się, że nie. Znów jest nagły zwrot akcji i toczy się ona dalej. Niby znów koniec i znów zwrot i otwarte zakończenie... I czytelnik zawieszony w próżni, co będzie dalej…?
Byłam pod ogromnym wrażeniem, jak sprytnie autor przemyślał fabułę i poprowadził rozwój dramatycznych wydarzeń, jak umiejętnie plątał tropy. Ich szczegółowe opisy mogą przyprawić o gęsią skórkę i przyspieszyć tętno, są bardzo realistycznie i plastycznie przedstawione, tak jak i pozostałe opisy. Plejada bohaterów z różnymi charakterami i temperamentami tylko zamąci w znalezieniu mordercy piromana. Świetne kreacje w mrocznym klimacie wyspy tylko potęgują tę ciemniejszą stronę natury ludzkiej, a czytelnik gubi się i plącze w domysłach.
Książka trzyma w napięciu już od pierwszego zdania aż po ostatnią kropkę, nie sposób się oderwać. Dostarcza całej gamy uczuć, choć z naciskiem na te z dreszczykiem. Nie pozwala o sobie zapomnieć na długo. A kości? Kości zostały rzucone… Ja chcę jeszcze Doktora Huntera!

Książka przeczytana w ramach wyzwań:

12 komentarzy:

  1. Mam już za sobą całą serię o Davidzie Hunterze i bardzo pozytywnie ją wspominam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Kolejna recenzja, która zachęca mnie do przeczytania tej książki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie masz wyjścia, musisz przeczytać ;)

      Usuń
  3. uwielbiam tego autora i czytałam wszystkie jego książki- genialny

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko "Rany kamieni" nie przypadły mi do gustu.

      Usuń
  4. Nie znam jeszcze pierwszego tomu, musze nadrobić zaległości
    http://ksiazkomiloscimoja.blogspot.com/?m=0

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja czytałam nie po kolei, ale serię o antropologu Davidzie Hunterze gorąco polecam.

      Usuń
  5. Planuję ją przeczytać od dobrych kilku lat, więc mnie zachęcać nie musisz ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj chyba muszę, skoro planowanie tak długo trwa :)

      Usuń
  6. No tak...i kolejny autor do poznania. Biję się w piersi i przyznaję bez bicia, że nic jeszcze nie czytałam, ale nadrobię... naprawdę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żałować nie będziesz, no chyba że po lekturze, iż wcześniej nie przeczytałaś tych książek :)

      Usuń

Gościu, atramentowy ślad zostaw po sobie,
A na każdy komentarz odpowiem wnet Tobie.