wtorek, 22 lipca 2014

Wyjechać na wakacje



Autor: Rafał Witek
Tytuł: Klub Latających Ciotek
Ilustracje: Katarzyna Kołodziej
Wydawnictwo: Literatura
Seria: To lubię
Liczba stron: 143
Oprawa: twarda
Data wydania: 2013
ISBN: 978-83-7672-3242-9




Zero internetu. Jedna przemądrzała kuzynka. Dwa miesiące na wsi. Trzy stare ciotki do towarzystwa. A do tego chmary komarów, rower bez przerzutek i dieta warzywno-owocowa. Brzmi jak przepis na koszmar, prawda? Emil też tak uważał… dopóki wydarzenia nie potoczyły się w zupełnie nieprzewidzianym kierunku!

Rafał Witek uważa, że dzieci są najważniejsze na świecie, a może i w całym kosmosie. Od lat dla nich tworzy, pisząc wiersze, słuchowiska radiowe, opowiadania i powieści. Jego książki doceniają nie tylko najmłodsi czytelnicy, ale i krytycy oraz jurorzy. Klub Latających Ciotek to powieść Rafała Witka, która została nagrodzona drugą nagrodą w III Konkursie Literackim im. Astrid Lindgren na współczesną książkę dla dzieci i młodzieży, zorganizowaną przez Fundację „ABCXXI – Cała Polska czyta dzieciom”, a którą to wygrałam w jednym z konkursów. A swoją drogą… jestem ciekawa zawartości laureatki.
Klub Latających Ciotek to powieść dla dzieci od 7. roku życia, jak sugeruje wydawca, ale z powodzeniem mogą ją przeczytać uczniowie starszych klas podstawówki, a nawet dorośli. Ja po tę książkę sięgnęłam z ciekawości, bo okładka i tytuł wołały mnie do siebie. I wiecie co? Nie żałuję! Nawet powiem więcej – bardzo się cieszę, że przeczytałam tę książkę, bo miałam ubaw po pachy! Ja chcę jeszcze! Komizm słowny to główna siła tej powieści, aczkolwiek młody czytelnik może nie wyłapać i nie zrozumieć wszystkich niuansów językowych. Ja tylko obawiam się jednego… że zacznę mówić jak ciotka Stasia!

Cóż takiego się dzieje? Ano ciocia Stasia zaprasza do siebie na wakacje kuzynów – jedenastoletniego pucołowatego Emila oraz dwunastoletnią tyczkowatą Sonię. Oboje pałają do siebie "miłością" – dogryzają sobie, kłócą się, ale i pomagają, gdy trzeba. W Przejazdowie czeka na nich wspólny pokój na piętrze, ciocia Stasia i nudy! Bo co mają robić typowe mieszczuchy w domu ciotki położonym w pewnej odległości od maleńkiej wsi? Tym bardziej, że nie ma internetu, zasięg w komórce zanika, a gra na konsoli staje się z czasem nudna.
Ciocia zaprowadziła dzieci do szopy i pokazała im stare rowery. Od tej pory Sonia i Emil pedałują po okolicy. Przypadkiem trafiają na zarośniętą ścieżkę i dojeżdżają do murowanej wieży z 1935 roku. Zaczyna się robić jeszcze bardziej ciekawie, gdy pod schodkiem znajdują tajemniczy pakunek, a w nim "Księgę lotów". Z kolei w czasie porządkowania szopy odnajdują kosz... duży kosz na bieliznę!(?) Od tej pory akcja znacznie przyspiesza i z każdą stroną wciąga coraz bardziej w wir przygód. Ale są to przygody nie tylko Emila i Sonii, także trzech ciotek. To one jako dziewczynki wewnątrz wieży wyskrobały napis: Tu były Stasia, Józia i Ula. Pierwsza nieładna, druga szkaradna, trzecia brzydula. 15 czerwca 1947[1].
Co mają wspólnego: "Księga lotów", wielki kosz i tytuł? Dowiecie się, gdy przeczytacie książkę sami lub z dzieckiem. Ja na pewno przeczytam ją jeszcze raz, ale tym razem dla grupy dzieci.
Oprócz przygód i przepisu na udane wakacje na wsi u podstarzałej ciotki powieść dostarcza ogromnej dawki śmiechu. Każdy z bohaterów jest na swój sposób komiczny, także ten epizodyczny – choćby policjant. Z komizmem postaci łączy się komizm słowny i sytuacyjny. Wyobraźcie sobie ciocię Stasię – niską, korpulentną, z grubymi szkłami na nosie, która zwraca się do Was w trzeciej osobie! Nazywa Was łapserdakami, nicponiami, czartami sakramenckimi i robi to w zależności od sytuacji napastliwie bądź ze śmiechem.
-  No i co mają takie ponure miny? Niech siadają i zjedzą ciasta rabarbarowego![2]
- I w tych jagodach tak się nabrudzili na łokciach i kolanach, jakby trufli po ciemku na czworakach szukali? I pajęczyn na obiad nanieśli we włosach, co?[3]
-  Aaaa, łobuzy przydreptały! – wykrzyknęła, kiedy nas zauważyła. – Niech tu przyjdą, posłuchają z ciotką radia[4].
Ale Sonia i Emil też mają ostre języki, cięte riposty sypią się im jak z rękawa.
-  Widzę, że znów udało ci się przytyć!
-  A ja widzę, że znów udało ci się zgłupieć! – odparowałem[5].

-  Jasne! (…) Jesteś po prostu dobrze odżywiony!
-  No i co, zazdrościsz? Przynajmniej nie muszę się trzymać płotu, jak wiatr zawieje![6].

-  Ał! – jęknęła Sonia i wywaliła się jak długa.
- Co się stało!? Potknęłaś się o trawę? – zażartowałem złośliwie[7].
Bohaterów poznajemy głównie z dialogów i czynów, gdyż autor postawił na różne przygody z sensacją i tajemniczością, a opisy ograniczył do minimum niemalże. Młody czytelnik znakomicie odnajdzie się w tym świecie dzięki słownictwu (zajawka, nara) i nowoczesnej technologii wspominanej przez bohaterów. Przeniesienie się wyobraźnią do Przejazdowa ułatwi narrator – Emil.
Chwała autorowi, że pokazuje dzieciom, iż wakacje na wsi bez komputera, internetu i komórki mogą być bardzo pouczające i ciekawe, a ich finał zaskakujący. I jeszcze coś – wykorzystanie umiejętności nabytych dzięki współczesnej technologii, np. Emil dzięki grom strategicznym świetnie planuje i gromadzi rzeczy na wyprawy.
Powieść jest dobrze wydana. Kolorowa, twarda okładka z intrygującym tytułem przyciąga potencjalnego czytelnika. Tuż po otworzeniu książki ukazuje się mapa okolicy z ciekawymi podpisami. Tytuły w miarę krótkich rozdziałów też przyciągają wzrok, zwłaszcza pierwsza litera. Młodszym czytelnikom spodobają się ilustracje Katarzyny Kołodziej – proste, biało-czarne i umiejętnie wkomponowane w treść. Zaś starszym czytanie ułatwi powiększona czcionka i szerokie marginesy. Polecam małym i dużym. Lato czeka![8]

Książka przeczytana w ramach wyzwań:


[1] R. Witek, Klub Latających Ciotek, Łódź 2013, s. 18.
[2] Ibidem, s. 7
[3] Ibidem, s. 24.
[4] Ibidem, s. 25.
[5] Ibidem, s. 4.
[6] Ibidem, s. 17.
[7] Ibidem, s. 46.
[8] Ibidem, s. 7.

5 komentarzy:

  1. Ciekawa książeczka. Szkoda tylko, że ilustracje są czarno białe, gdyż wolałabym w kolorze, ale to taki mały szczegół.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie to jakoś nie przeszkadzało w czytaniu, ale młodszym dzieciom na pewno kolory przypadłyby do gustu.

      Usuń
    2. Też jestem takiego zdania. Obecnie dzieci są bardzo wymagające i raczej same z siebie nie sięgną po książeczkę z szarymi ilustracjami jeśli będę miały do wyboru kolorową bajeczkę.

      Usuń
  2. Myślę, że dla dzieciaków kolory są jednak najlepsze, ale ja sama książke bym przeczytała :) Niedługo będę miała komu takie prezenty kupować, więc zapamiętam sobie ten tytuł.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lepiej autora, choć nie znam jego innych książek, ale w czwartek się rozejrzę w bibliotece.

      Usuń

Gościu, atramentowy ślad zostaw po sobie,
A na każdy komentarz odpowiem wnet Tobie.