poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Odcienie sławy



Autor: Karen Kingsbury
Tytuł: Sława
Tłumaczenie: Krzysztof Jasiński
Wydawnictwo: Polwen
Seria: Historia rodziny Baxterów; Pierworodny
Tom: 1
Liczba stron: 389
Oprawa: miękka
Data wydania: 2008
ISBN: 978-83-7557-032-8


Dayne wciąż nie może zapomnieć o pięknej Katy i zrobi wszystko, żeby znów być blisko niej. Dlatego postanawia obsadzić ją, dziewczynę znikąd, w głównej roli żeńskiej w kolejnym filmie ze swym udziałem. Czy Katy, która po stracie bliskiej osoby zrezygnowała w przeszłości z kariery aktorskiej, skorzysta z szansy zagrania w hollywoodzkiej megaprodukcji u boku tak znanej gwiazdy? Czy to możliwe, by szczera, niewinna dziewczyna z prowincji odnalazła się w świecie show-biznesu i obdarzyła prawdziwym uczuciem amanta z Hollywood? Czy Ashley, która przez przypadek znalazła się w garderobie rodziców, odkryje pilnie strzeżoną przez nich tajemnicę dotyczącą pierworodnego?
„Sława” to kontynuacja sagi rodziny Baxterów i pierwsza część serii „Pierworodny”, na którą składają się jeszcze cztery tomy: „Przebaczenie”, „Odnalezienie”, „Rodzina” i „Na zawsze”.

"Za spełnienie marzeń trzeba czasami zapłacić wysoką cenę" – te słowa widnieją na okładce książki Karen Kingsbury Sława. Z tą autorka spotkałam się po raz pierwszy i zanosi się na to, że po raz ostatni. Czasami tak bywa, że jakiś autor, jego styl tudzież tematyka nas nie zainteresują.
Książkę przeczytać przeczytałam, ale nie porwała mnie. Nie rzuciłam powieści w kąt, bowiem zainteresował mnie główny wątek, kilka pobocznych też (np. prowadzenie teatru dla dzieci i młodzieży, prześladowania znanych aktorów przez osoby chore psychicznie, praca przy powstawaniu filmu), ale już w znacznie mniejszym stopniu. Zaciekawiło mnie, jak potoczą się w Hollywood losy Katy Hatt z Bloomington. Miała ona zagrać główną rolę u boku gwiazdy Dayne’a Matthewsa w nowej produkcji – romantycznej komedii pt. "Marząc".

sobota, 10 sierpnia 2013

(Nie)pełnosprawni



Autor: Agata Battek
Tytuł: Wyprawa na zamek
Wydawnictwo: Fundacja VERBA
Seria: Leon i jego nie-zwykłe spotkania
Część: 1
Liczba stron: 24
Oprawa: miękka
Data wydania: 2013
ISBN: 978-83-63992-00-2


Tytułowym bohaterem opowiadań jest Leon – wesoły, otwarty i odważny chłopiec, który uwielbia przygody. Lubi się śmiać i rozwiązywać zagadki. Ma ważną cechę: chce pomagać innym. To czyni go kimś wyjątkowym. Najbliższymi przyjaciółmi Leona są Maks i Lenka. Lena to zaradna, rozważna i mądra dziewczynka, zawsze służąca cenną radą. Maks to typ niesfornego gaduły. Ten chłopiec, z pozoru wyglądający na rozrabiakę, ma wielkie serce i dużo wrażliwości. Leon, Maks i Lenka w czasie wspólnych przygód przeżyją dużo nie-zwykłych spotkań i pokażą nam, że świat jest pełen wyjątkowych ludzi. W pierwszej z bajek – zatytułowanej Wyprawa na zamek – dzieci wraz z Filipem, który porusza się na wózku inwalidzkim, udadzą się do zamku w poszukiwaniu tajemniczego skarbu…
Bajki są adresowane do dzieci od 4 roku życia.

Tym razem nietypowo – książeczka dla dzieci. Agata Battek, która od trzynastego roku życia porusza się na wózku inwalidzkim, jest nie tylko pomysłodawczynią i założycielką Fundacji VERBA, ale również autorką serii bajek Leon i jego nie-zwykłe spotkania. Opowiadania z tej serii mają za zadanie przybliżyć dzieciom pełnosprawnym problem niepełnosprawności, nauczyć tolerancji i postrzegania człowieka jako całość, a nie przez pryzmat ciała, chorego, kalekiego ciała. Pomysł znakomity i jestem jak najbardziej ZA! Wokół nas jest dużo niepełnosprawnych osób, czy to dorosłych, czy też dzieci. Często nie zdajemy sobie z tego sprawy, bowiem są różne rodzaje niepełnosprawności i nie każdą z nich widać gołym okiem. Ja sama od pół roku kuśtykam z kulą i na samej sobie obserwuję reakcje społeczeństwa. Największy ukłon oddaję w stronę kierowców, którzy już z daleka hamują, bym mogła przejść po pasach. Poza tym w pracy i w środowisku mam do czynienia z ludźmi niepełnosprawnymi. Ale uważam, że Polsce jeszcze sporo brakuje do Zachodu w tym temacie. Dlatego bardzo ucieszyłam się z projektu Fundacji VERBA.

piątek, 9 sierpnia 2013

Nerki nie bolą



Autor: Ewa Barańska
Tytuł: Nie odchodź, Julio
Wydawnictwo: Telbit
Liczba stron: 256
Oprawa: miękka
Data wydania: czerwiec 2010
ISBN: 978-83-62252-28-2






Julia to urocza, inteligentna, ambitna nastolatka z pasją do nauki i o nietypowych zainteresowaniach, żyjąca jednak w cieniu pięknej siostry i grona jej znajomych - lokalnej śmietanki towarzyskiej. W jej życiu nieomal jednocześnie pojawia się miłość i nieuleczalna choroba. Mimo uciążliwości terapii, dziewczyna rozkwita, zdobywając serce Wiktora. Czy wzajemne uczucie zwalczy ból, strach i zwątpienie? Czy wystarczy do pokonania choroby? Czy każdy z nas może pomóc losowi w dopisaniu happy endu?  "Nie odchodź, Julio" to wzruszająca historia o miłości wartej najwyższego poświęcenia, o niezasłużonym cierpieniu i młodym życiu, które trzeba ratować za wszelką cenę...

I znów przeczytałam powieść dla młodzieży, ale jakże ważną! I przyznam szczerze, nie żałuję! A nawet więcej, mam zamiar przeczytać inne książki Ewy Barańskiej. Ale wczoraj "połknęłam" Nie odchodź, Julio. Połknęłam, bowiem, tak mnie wciągnęły losy Julii, że nie mogłam się oderwać. Poza tym jakaś część tej książki dotyczyła mnie osobiście… Wprawdzie jest to powieść o młodzieży i dla młodzieży, ale wystarczy zmienić wiek głównych bohaterów, ich miejsce pracy, a problemy będą dotyczyć również nas, dorosłych ludzi. Nie będę się skupiała na kreacji bohaterów i beztroskim życiu nastolatków z bogatych rodzin, tylko na problematyce poruszonej przez autorkę.
Jak często ludzie lekceważą pierwsze symptomy choroby, oszukują samych siebie, próbują je tłumaczyć czymś innym – "Czuję się dobrze, mam tylko złe wyniki" lub "Zaraz mi przejdzie". A w tym czasie choróbsko sieje spustoszenie w organizmie. Owszem, lepiej zapobiegać niż leczyć, a jak leczyć, to u dobrych lekarzy. Ale o ile już się znajdzie dobrego lekarza, to medycyna często bywa bezsilna, bo nie ma leku, bo nie ma pieniędzy, bo nie ma sprzętu, bo… Dużo jest tych "bo".

środa, 7 sierpnia 2013

Przeklnę cię!



Autor: Katarzyna Enerlich
Tytuł: Czas w dom zaklęty
Wydawnictwo: MG
Liczba stron: 208
Oprawa: miękka
Data wydania: czerwiec 2010
ISBN: 978-83-61297-70-3





Niezwykła historia Ruty, kobiety, która spędziła młodość w sennym mazurskim miasteczku, leżącym u podnóża krzyżackiego zamku. Dziewczyna pragnie zrealizować marzenie swego życia – zostać malarką. Mimo niewątpliwego talentu osiągnięcie celu nie będzie łatwe, a na wszystkim kładą złowrogi cień toksyczne relacje z sąsiadką, pod wspólnym dachem ponurego domu. Z domem tym związana jest pewna tajemnica, którą Ruta odkrywa w smutnych okolicznościach. Samotność, odejście bliskich, koniec pięknej miłości i niezrealizowane marzenia – czy to całe zło, które ją dotknęło, ma korzenie w tajemniczej historii sprzed lat? Czy dom, w którym mieszka jest przeklęty?
„Czas w dom zaklęty” to opowieść o wybaczaniu, zakazanej miłości i codziennej hipokryzji, której nie dostrzegamy ze zwykłego wygodnictwa. To również magiczne spotkanie ze sztuką. Bogactwo takich symboli, jak żydowska modlitwa nad winem czy pogańska Noc Kupały, pokazuje nam, że świat pełen jest uniwersalnych wartości. Ich znaczenia przeplatają się ze sobą, jak dobro ze złem, i to do nas należy decyzja, czym zapełnimy nasze serca…

W zeszłym roku przeczytałam 3 części Prowincji Katarzyny Enerlich, pisarki zza miedzy. Zauroczyła mnie swoją "prowincjonalnością" i na nowo pozwoliła mi odkryć moją. Tym razem przeczytałam jej powieść Czas w dom zaklęty, choć trwało to tydzień dłużej niż normalnie. Czytanie bolało! Oj bolało! A ten ból powodował również rozterki, jaki nadać tytuł temu postowi. Do głowy przychodziły mi fragmenty piosenek: Jak dobrze mieć sąsiada, Miłość ci wszystko wybaczy, Przeklnę cię. Wszystkie pasowały, ale wybrałam piosenkę z Kabaretu Starszych Panów, których notabene uwielbiam!
Maksyma łacińska: Homo homini lupus est! (człowiek człowiekowi wilkiem) doskonale oddaje całokształt stosunków sąsiedzkich i jest zaprzeczeniem przysłowia – kruk krukowi oka nie wykole. Stosunki dobrosąsiedzkie w przypadku mieszkańców pewnego domu w miasteczku na Mazurach z punktu widzenia tej lektury wydają się być mrzonką. Jak chcecie się dowiedzieć, jak zatruć życie sąsiadowi, to tu znajdziecie całe spectrum możliwości. Tylko nie myślcie, że Was do tego zachęcam! W żadnym razie! Po prostu nie uwierzycie, dopóki o tym nie przeczytacie, no chyba że macie wątpliwą przyjemność mieć takich sąsiadów, czego Wam współczuję.

niedziela, 4 sierpnia 2013

Drodzy Moi i nie moi!


Natenczas błąkam się po różnych miastach Polski i instytucjach, aby pozałatwiać swe bardzo osobiste sprawy. Często nie mam dostępu do internetu, nie mówiąc, a raczej pisząc, o laptopie!  Wena się wzięła i na mnie obraziła. Książek za bardzo nie mam czasu czytać, a stoik urósł, że ho, ho! Nazbierało się pozycji z biblioteki, a i ostatnie tygodnie obfitowały w nagrody książkowe :) 
Ale za to na swej drodze spotykam cudownych ludzi, którzy rozświetlają mroki mej nieco szarej ostatnimi czasy rzeczywistości i wskazują nowe ścieżki podążania, nowe możliwości działania. Dziękuje im za to! Losowi też! Choć w sobotę przez niego mój powrót do domu trwał 2 h dłużej!
W miarę możliwości czasowych i internetowych będę prowadzić bloga literkowego.
Serdeczności dla Was (ł)ode mnie
Żyrafka ;)