piątek, 21 kwietnia 2017

Imię - Katastrofa, nazwisko - Wypadek




Autor: Małgorzata Wala
Tytuł: Mów mi Katastrofa
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Seria: Seria z babeczką
Liczba stron: 376
Oprawa: miękka
Data wydania: 2017
ISBN: 978-83-7976-642-0





Trzy spotkania, każde w innym mieście i w winnych okolicznościach. Dwa to najwyżej przypadek. Trzy tworzą inne słowo na pe. (s. 124)
Kiedy przypadki chodzą po ludziach? Nie wiem, ale na pewno chodzą. Czasem nazywane są one małymi cudami, a innym razem katastrofami. W wyjątkowych sytuacjach z racji przewrotnego szczęścia ktoś może dostać na drugie imię Katastrofa, a na nazwisko Wypadek. Tym ktosiem jest główna bohaterka książki Magdaleny Wali Mów mi Katastrofa.
Mam na imię Aldona, a na nazwisko zdecydowanie nie Wypadek. (s. 20)
Te słowa kieruje bohaterka do przystojnego mężczyzny. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie: zepsute auto, ulewa, zimno, pustkowie na Litwie, tajemnicze wejście do piwnicy w wieży, przebieranie jako striptiz dla ukrywającego się w ciemnościach podglądacza. To tylko próbka możliwości Aldony do wpadania w tarapaty. Tylko jakoś tak dziwnie się składa, że świadkiem jej ostatnich wpadek niezależnie od miejsca i czasu jest ta sama osoba. To przystojniak, który nie wiadomo dlaczego ciągle pojawia się w tych samych miejscach co studentka historii. Na imię mu Kamil.
Aldona westchnęła. Naprawdę nie była łamagą. Czasami po prostu miała pecha. (s. 72)
Może i miała pecha, a może jakoś na nią silniej działało przyciąganie ziemskie, bo w trakcie przypadkowych spotkań z Kamilem najczęściej cierpiał jej zadek. Wielokrotnie zastanawiała się, dlaczego to jej się zawsze przytrafia… Odpowiedzi nie znalazła.
Prawdziwa dziewczyna-demolka – stwierdził wesoło. (s. 125)

O dziwo, owe wpadki Aldony z czasem stały się czymś normalnym i akceptowalnym, skoro nie przeszkadzały mężczyźnie w procesie fascynacji obcą kobietą i przyśpieszonym zakochiwaniu się. On też od początku wpadł w oko Aldonie i…
Kamil dla jej zmysłów był bardziej niebezpieczny niż banda terrorystów owiniętych materiałami wybuchowymi dla ogółu ludzkości. (s. 181)
Wątek miłosny rozwija się samoczynnie. Przypadkowe spotkania zamieniają się w randki. Jednak rozmowy i gesty to za mało, gdyż:
Dla zdrowia każdego związku szczera rozmowa jest niebywale istotna, lecz czasami lepiej poznajemy drugiego człowieka w działaniu. (s. 257)
Oprócz wpadek bohaterki czytelnik towarzyszy jej na romantycznych i czasami nietypowych randkach, na studiach, w czasie wycieczek z biura podróży (jest tu opisany dobry sposób na ujarzmienie gimnazjalistów!) i w domu.
A dom… od progu wita wszystkich wielki pies Muffin. To on, ojciec i brat Aldony są męskimi reprezentantami rodziny. Reszta to babiniec – 3 siostry, matka i babcia. Strach się bać, gdy trwa jakaś narada rodzinna lub przesłuchanie kogokolwiek w jakiejkolwiek sprawie… A wszystko dlatego, że babcia to była prokurator, która rządzi w domu wywijając laską i strasząc wszystkich kropelkami na serce. W dodatku rządzi we wsi jako jedna z głównych plotkarek. Wie, jak silna jest plotka i ile może zdziałać:
Plotka potrafi być wyjątkowo niszcząca, zwłaszcza u nas, gdzie wszyscy się znają. (s. 351)
Babcia o tym doskonale wie, a że jest kobietą inteligentną i sprytną, to wie, jak sterować informacjami. Poza tym żyjąc w Wielkiej Wsi pod Pszczyną zna swoich sąsiadów i pozostałych mieszkańców i wie, jak skutecznie zadziałać. Zobaczyć babcię akcji, a nawet w niej uczestniczyć – to dopiero wydarzenie! Jedno takie wydarzenie każdy zapamięta na długo. I tu mam mały wielki żal do autorki, że… nie opisała innego wydarzenia z babcią w roli głównej! Nie wiem, czy to zrobiła celowo, czy będzie kolejny tom, w którym ta akcja zostanie opisana, w każdym razie ja czuję wielki niedosyt, bo babcia to najlepiej wykreowana postać w tej powieści. Koligacje rodzinne, powiązania międzyludzkie to ciekawie poplątane kolorowe nici, które w pewnym momencie zaczynają tworzyć barwny wzór.
Tytuł książki zapowiada lekka i zabawną lekturę.  I rzeczywiście tak jest. Książka czyta się sama, a czytelnik tylko przewraca kartki i czerpie radość z lektury, odpręża się i zapomina o swoich kłopotach, gdyż na nie ma patent Aldona z rodziną. Wprawdzie nie wybuchałam salwami śmiechu, tylko się śmiałam pod nosem, ale było zabawnie. Z pewnością mogłoby być jeszcze bardziej wesoło, ale autorka wprowadziła do powieści wątek kryminalny i turystyczny oraz elementy sztuki w różnych odsłonach.
Magdalena Wala pokazuje, że czasami prywatne wpadki alias katastrofy mogą mieć szczęśliwe skutki uboczne i być początkiem czegoś nowego.
I na koniec mała rada od Aldony dla panów, chcących poderwać kobietę:
Jeśli chcesz rozkochać w sobie kobietę, umów się z nią w jakimś naprawdę niebezpiecznym miejscu. (s. 180)

Książka przeczytana w ramach wyzwań:

10 komentarzy:

  1. Lekka i zabawna lektura - czemu nie. Czasami mam ochotę na taką książkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też. Dobrze się zrelaksować i pośmiać przy książce.

      Usuń
  2. Fajnie czasami przeczytać coś lekkiego i ta książka wydaje się być idealne!

    OdpowiedzUsuń
  3. Myśle, ze nie dla mnie ;) ale Twoja recenzja na pewno przekona fanów gatunku.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo dobrze się bawiłam w czasie lektury i już się nie mogę doczekać kolejnej książki autorki:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja chcę poznać 2 poprzednie książki autorki.

      Usuń

Gościu, atramentowy ślad zostaw po sobie,
A na każdy komentarz odpowiem wnet Tobie.