poniedziałek, 30 marca 2015

Ocalić od zapomnienia



Autor: Leon Leyson
Tytuł: Chłopiec z listy Schindlera
Tłumaczenie: Jarosław Skowroński
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Liczba stron: 256
Oprawa: miękka
Data wydania: 2014
ISBN: 978-83-7839-682-6




Nawet w najbardziej mrocznych czasach – a może zwłaszcza wtedy – jest miejsce dla siły woli i odwagi. Leon Leyson (właśc. Lejb Lejzon) miał tylko dziesięć lat, gdy naziści najechali na Polskę, i musiał wraz z rodziną przenieść się do krakowskiego getta. Dzięki nieprawdopodobnemu szczęściu, a także hartowi ducha i sprytowi, udało mu się przetrwać sadystyczne praktyki nazistów, w tym demonicznego Amona Goetha, komendanta obozu koncentracyjnego w podkrakowskim Płaszowie. Jednak w ostatecznym rachunku to wspaniałomyślność i przebiegłość jednego człowieka – Oskara Schindlera – uratowała życie Leona Leysona i jego rodziny. Schindler wpisał ich na listę pracowników swojej fabryki – lista ta stała się znana na świecie jako „lista Schindlera”. Książka wspaniale oddaje niewinność młodego chłopca, który musiał przejść przez piekło. Najbardziej uderza w niej brak słów pełnych nienawiści; wiele za to mówi o ludzkiej godności i woli przetrwania.

Temat Holocaustu jest wciąż żywy i aktualny. Dziś też będzie o nim, ale w nieco innym wydaniu. W moje ręce wpadła niezwykła książka oparta na faktach. To prawdziwa historia chłopca cudem ocalałego z Holocaustu, Żyda Lejba Lejzona, który już jako Leon Leyson we współpracy z Marilyn J. Harran i Elisabeth B. Leyson napisał książkę o swoim życiu. A tytuł jej – Chłopiec z listy Schindlera. Więcej słów nie trzeba…
W okresie XX-lecia międzywojennego w Narewce na Podlasiu Polacy i Żydzi żyli w zgodzie. Mieszkał tam Lejb, najmłodszy z pięciorga rodzeństwa, wraz z rodzicami i dziadkami. Jego dzieciństwo było wręcz sielskie. Wiosną 1938 roku wraz z matką przeprowadził się do Krakowa, bo tam od 5 lat w fabryce szkła pracował jego ojciec. Rodzina Leysonów zaczęła nowe życie, jednak jego jakość praktycznie z dnia na dzień się pogarszała. Widmo wojny wisiało nad Polską. W końcu i ona wybuchła. Lejb miał wówczas 10 lat. Z biegiem czasu sytuacja Żydów stale się pogarszała. Autor opisuje wprowadzane poszczególne reperkusje i odczucia rodziny. Kilka razy powtarza sformułowanie: Wciąż łudziliśmy się, że „gorzej już chyba nie będzie[1]. Chyba…
W czasie wojny myślenie o przyszłości sprowadzało się tak naprawdę do kombinowania, jak przeżyć, gdzie znaleźć choćby kęs jedzenia, jak przetrwać kolejną godzinę, jak przechytrzyć nazistów. Szczęściem w tym wojennym nieszczęściu okazała się fucha ojca Lejba. Któregoś dnia Mosze poszedł na fuchę do fabryki naczyń emaliowanych. Tam otworzył kasę pancerną, a nazista zaoferował mu pracę. Ten nazistowski przedsiębiorca, któremu tata otworzył sejf i który zaangażował go do pracy, nazywał się Oskar Schindler[2]. Od tej pory ten niemiecki przedsiębiorca stał się wybawicielem dla rodziny Leysonów i wielu innych żydowskich rodzin. Nie uchronił on ich przed poniżaniem, szykanami, cierpieniem, głodem, chłodem, obozami pracy, obozami koncentracyjnymi, ale wielokrotnie wybawił od śmierci. Tylko Calig, starszy brat Leona, nie chciał być uratowany. Miłość okazała się być ważniejsza od życia.
Autor dość szczegółowo opisuje Holocaust i pierwszy okres tuż po zakończeniu wojny. Bardziej pobieżnie przedstawia swoje życie w Ameryce. To niezwykła opowieść o życiu i uciekaniu śmierci spod kosy. Kilka razy w trakcie czytania dochodziłam do wniosku, że autor jest prawdziwym szczęściarzem, człowiekiem w czepku urodzonym. Jego odwaga, tupet, dziecięca niefrasobliwość, łatwość uczenia się języków obcych, a potem świadoma walka o siebie i rodzinę, ale przede wszystkim łut szczęścia zadecydowały o tym, że przeżył Holocaust.
Sama nie wiem, jak przedstawić Wam tę niezwykłą książkę, literaturę faktu, by oddać jej prawdę i głębię, aby przedstawić dobrego nazistę, bohatera autora. Oskara Schindlera zna większość ludzi z filmu w reżyserii Stevena Spielberga. Znali go też Żydzi w Krakowie, a mówiono o nim różnie: nazywano go draniem, kobieciarzem, pijakiem, wojennym kombinatorem[3]. Wśród nazistów miał etykietę kombinatora i to właśnie jego kombinowanie ratowało jego żydowskie dzieci, jego pracowników i ich rodziny. Kombinowanie i fenomenalna pamięć do twarzy.
Książka jest niejako laurką dla Oskara Schindlera, który do końca życia pozostał bohaterem autora. Ten nazista był człowiekiem w czasach dehumanizacji. Doceniał ciężką pracę, talent, smykałkę, potrafił rozmawiać z każdym człowiekiem w swej fabryce. Człowiekiem a nie Żydem. Walczył o każdego z nich, by jak najwięcej Żydów uratować, zatrudnić, po prostu ocalić. I to ci Żydzi, jego dzieci, jak o nich mawiał, pomogli mu w powojennej rzeczywistości. A najmłodszym z ocalałych był autor tej książki.
Ta książka to nie tylko historia ocalenia małego żydowskiego chłopca. To również obraz walki w obronie ludzkiej godności i dziedzictwa żydowskiego okazywanej sobie przez wyznawców judaizmu poprzez szacunek, życzliwość i przyzwoitość wbrew woli nazistów, którzy chcieli wydobyć najgorsze skłonności z ludzi przetrzymując ich w nieludzkich warunkach. Ale i obraz Polaków, którzy byli obojętni na cierpienia Żydów w czasie wysiedlania; czy też szykany w okresie powojennym i wiara, iż Żydzi dokonywali transfuzji krwi z małych dzieci. Przychodzi mi do głowy tylko jedna myśl – każdy chciał przeżyć… Nadzieja i wola przetrwania to chyba najsilniejsze w nas, ludziach.
W prostych słowach, bez zbędnych ozdobników, patosu czy rozpaczy Leon Leyson opisał swe życie. Opisał, bowiem nie ma tu typowej akcji. Nie ma dialogów, a mimo to książka nie nuży, tylko z każdą stroną wciąga w świat sprzed lat, najgłębsze kręgi piekieł. Autor nie rzuca przy tym oskarżeniami, nikogo nie obwinia, nawet losu. Jest to po prostu uporządkowany ciąg wspomnień od najwcześniejszego dzieciństwa po starość i opowiedzenie swej prawdziwej historii życia Amerykanom i całemu światu. Ponadto publikacja została wzbogacona: mapą „Szlak Leona Leysona”, zdjęciami przedstawiającymi autora w różnych momentach życia (przystojny był!), a także prologiem i epilogiem, zawierającym słowa jego najbliższych – żony i dwójki dzieci.
Książka wstrząsa czytelnikiem, wzrusza, porusza, skłania do refleksji, pogłębia jego świadomość o Holocauście i ukazuje go od innej strony. Pokazuje też, że są na świecie dobrzy ludzie, że istnieje coś takiego jak łut szczęścia. To lektura obowiązkowa. Świadek NASZEJ historii. Lekcja bolesnej prawdy.
                                                           
Książka przeczytana w ramach wyzwań:


[1] L. Leyson, Chłopiec z listy Schindlera, Warszawa 2014, s. 88.
[2] Ibidem, s. 75.
[3] Ibidem, s. 76.

8 komentarzy:

  1. Nie lubię zbytnio czytać książek o tematyce Holocaustu. Trzy lata temu,dwa razy się pokusiłam i za pierwszym razem aż przez dwa dni nie mogłam dość do siebie, a za drugim razem miałam w nocy koszmary. Widziałam ludzi, który szli do komór gazowych i nieml czułam ich ból i rozpacz. Okropne doznania. Za bardzo to wszystko przeżywam, tym bardziej, że mam świadomość tego, że kiedyś tak było naprawdę. Dlatego nie wiem, czy się zdecyduje na powyższą pozycję. Chyba raczej nie, choć nie skreślam jej całkowicie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tego typu literatura wymaga silnych nerwów przy czytaniu i niezbyt... wybujałej wyobraźni.

      Usuń
  2. Warto poznawać historię za pomocą takich wspomnień.....
    Interesująca i wyczerpująca opinia....widać, że temat Cię poruszył mocno....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet w teatrze w trakcie antraktu czytałam!

      Usuń
  3. Może to zabrzmi nieładnie, ale ja zaś uwielbiam książki, które przybliżają nam okres wojenny. Numer jeden stanowi dziś dla mnie "Złodziejka książek", którą Ci zresztą szczerze polecam, ale mam też ogromną ochotę na "Chłopca w pasiastej piżamie" czy właśnie "Chłopca z listy Schindlera". :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Złodziejki książek" nie czytałam, a "Chłopca w pasiastej piżamie" jakiś czas temu oglądałam.

      Usuń
    2. Cóż, "Chłopiec w pasiastej piżamie", choć jej filmem wzruszającym i trudnym, to jednak jest nieco odrealniony. Wątpliwe jest, by taka sytuacja mogła się zdarzyć naprawdę. Zresztą to film fabularny, współczesny, a nie dokument.
      Dlatego ja o wiele bardziej cenię pamiętniki czy wspomnienia ludzi, którzy rzeczywiście przeżyli wojnę, byli jej naocznymi świadkami i uczestnikami. Polecam szczególnie książkę "Byłem asystentem doktora Mengele" - wręcz niewiarygodne wyznania człowieka, który na zlecenie obozowego doktora Mengele, pracował w Auschwitz...

      Usuń
    3. ... i robił "doświadczenia" na ludziach, interesowały go zwłaszcza bliźniaki.... Poszukam tej książki, bo o niej nie słyszałam.

      Usuń

Gościu, atramentowy ślad zostaw po sobie,
A na każdy komentarz odpowiem wnet Tobie.