czwartek, 17 listopada 2016

Wybuchowe sytuacje



Autor: Olga Rudnicka
Tytuł: Granat poproszę!
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Liczba stron: 336
Oprawa: miękka
Data wydania: 2016
ISBN: 978-83-8069461-3




Zastanawiam się, jaki temperament ma Olga Rudnicka… W jej najnowszej powieści Granat poproszę! ciągle iskrzy, a bohaterowie co jakiś czas wybuchają. I nie potrzebują do tego granatu. Wystarczył jeden telefon… Jeden telefon, który zmienił życie głównej bohaterki, całej jej rodziny i kilku innych osób spoza.
Emilia Przecinek – lat jeszcze 39, 156,5 cm wzrostu, z 10 kilo nadwagi, córka Adeli Niezawistowskiej, znana autorka romansów, która w zaciszu domowym pisze książki, wychowuje dwójkę nastolatków – Kropkę i Kropeczka (Krystynę i Klemensa), dba o męża, a przed TV hoduje brzuszek. Pewnego dnia odbiera telefon od męża, że on odchodzi do innej kobiety… Kobieta zbiera ciosy od losu i przyjmuje kopniaki. Ma na głowie dwójkę nastolatków, matkę i teściową, które nie znosiły się od pierwszego wejrzenia, oraz kredyt hipoteczny. Emila użala się nad sobą, ale dzieci myślą praktycznie. W końcu w tej sytuacji pisarka może zrobić tylko jedno – wziąć sprawy w swoje ręce. Nie uporządkowawszy starego życia, wzięła się za urządzanie nowego. Po wizycie w banku doszła do wniosku:
Całe życie byłam jak bluszcz, opierałam się na twoim ojcu. Był dla mnie alfą i omegą. A to idiota. (s. 44)
Z pomocą Emilii spieszy również jej agentka i przyjaciółka w jednym, czyli wysoka i szczupła, zabalsamowana botoksem – Wiesława Paluch. W obecnej sytuacji rodzinnej pisarki widzi ona ogromną szansę na zdobycie nowych czytelniczek. Emilia Przecinek ma być ikoną dla czytelniczek, gdyż ciąży na niej społeczna odpowiedzialność za los wszystkich smutnych kobiet. W dodatku czytelniczki muszą ją zobaczyć, by chciały czytać jej książki. Wiesia zaczyna działać siłą rozpędu – ćwiczenia, dieta, wizyta u fryzjera, wywiad w TV… Emilia słusznie dochodzi do wniosku, że…
Zaniedbać się – na to wystarczy chwila, ale odzyskanie formy trwa całą wieczność. (s. 190)
Ale los lubi dawać Emilii kopniaki w coraz mniejszy tyłek… Jej sytuacja małżeńska komplikuje się przez byłego męża, choć jeszcze obecnego. Co rusz ma nowe problemy na głowie, a obecnie jako głowa rodziny to ona musi podejmować decyzje. W sytuacji patowej obwieszcza wszystkim:
Jestem pisarką. Żyję z wymyślania historii. Więc coś wymyślę! (s. 281)

O tak! Emilia ma bogatą wyobraźnią, identyfikuje się ze swoimi bohaterami, wszystko z nimi przeżywa, a przez to czasami myli jej się świat wykreowany ze światem rzeczywistym. Mało tego – pod wpływem nowych, własnych wydarzeń zmienia losy swoim bohaterom, obecnie Filomenie i nieżyjącej już jej babci Pelagii. A to, co autorka wymyśliła w prawdziwym życiu ze skromną pomocą jej najbliższych i agentki, to już dowiedzcie się sami.
Dawno już się tak nie uśmiałam przy czytaniu dialogów! Mistrzostwo! Ale to zasługa autorki w wykreowaniu odpowiednich postaci. Mam tu na myśli dwie babcie dzieci Emilii. Adela Niezawistowska i Jadwiga Przecinek (matka Cezarego)…
Nie znosiły się od pierwszego wejrzenia. Ani długoletnie małżeństwo ich dzieci, ani dwójka nastoletnich wnuków nie były w stanie tego zmienić. (s. 65)
Ta dwójka ciągle drze koty, dogryza sobie, oskarża o różne rzeczy i nieustannie kłóci. Wystarczyło, że na horyzoncie pojawił się wspólny wróg, a obie zawiązują komitywę i sobie przytakują. Ich kreacje są przemyślane i drobiazgowe, ale to ich wspólne stawianie czoła przeciwnościom losu doprowadzało mnie do śmiechu. Rozmowy ich samych wywołują uśmiech na twarzy. Jednak gdy uczestniczą w nich jeszcze inni bohaterowie, choćby wnukowie, a tematyka schodzi na tematy uświadamiające czy związane z seksem, to dopiero jest wesoło i wybuchowo od salw śmiechu. Biedny Kropeczek! Kropka zresztą też. Babcie nie są "foby", "homo" też nie. Ale ich tok myślenia, zadawania pytań, wchodzenia w słowo innym rozbraja nie tylko danego bohatera i wprawia w osłupienie, ale czytelnika też.
Również główna bohaterka to intrygująca osobowość. Do tej pory typowa kura domowa, czasami żyjąca w świecie swoich romansów, raptownie zaczyna przechodzić metamorfozę życiową na skutek jednego telefonu.  Permanentne zdumienie łączy się z desperacją a to oznacza odbezpieczony granat, który co i rusz grozi wybuchem. Zdolna jest do nieprzemyślanych czynów, potrafi wyjść z niej zołza.
Kropka czasem podejrzewała matkę o rozszczepienie osobowości. Jedna z nich, naiwna i bezbronna jak ślepe kocię, była jej ukochaną mamą. Druga osobowość, to ta aktywna, która pisała książki, zmieniała zamki w drzwiach i chodziła na jednoosobowe randki. (s. 213)
Co bohater, to ciekawsza kreacja, bardziej żywiołowa, oryginalna i nieprzewidywalna. Komizm postaci konkuruje o pierwszeństwo z humorem sytuacyjnym i słownym. W sposób lekki i niewymuszony, a nawet ironiczny autorka obnaża męską naturę. Oj, oberwało się, panom, oberwało! Ale i kobietom też. Tylko jakby w łagodniejszej formie i w dwóch wariantach.
Przy okazji zabawnej fabuły autorka porusza ważne tematy. Zdrada małżeńska, rozwód, nowe życie – w tych tematach najnowsza powieść Olgi Rudnickiej może być potraktowana jako miniporadnik dla porzuconych kobiet. Z kolei zagadka kryminalna jest jakby na drugim planie, tak samo śledztwo. Ważniejsze jest to, co dzieje się w dwupoziomowym mieszkaniu pisarki i jak ona poradzi sobie z kolejnymi problemami.
Granat poproszę! to lekki kryminał z trupami w tle opowiadający o tym, co się dzieje z kobietą, gdy mąż odchodzi do innej, i o tym, co się dzieje z mężczyzną odchodzącym do tej innej. Pamiętajcie przy tym:
Obarczanie się winą za cudze błędy to dopiero jest błąd. (s. 158)

Książka przeczytana w ramach wyzwań:


16 komentarzy:

  1. Na taki lekki kryminał z chęcią bym się skusiła.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dopiszę do lity lektur:) Twoja recenzja sprawiła, że mam ochotę sięgnąć po książkę. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja nadal nie znam stylu Rudnickiej, a wszyscy w koło namawiają mnie na jej książki. Powinnam to szybko zmienić i przeczytać coś spod jej pióra.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Autorka ma kilka książek na koncie. Ja poznałam chyba połowę. Wszystko przed Tobą :)

      Usuń
  4. Kryminał? Jak najbardziej :)

    Buziaczki! ♥
    Zapraszam do nas 😍
    Świat oczami dwóch pokoleń

    OdpowiedzUsuń
  5. O, w końcu jakaś bohaterka niższa ode mnie! ;-) "Były sobie świnki trzy" nieco mnie zawiodły, więc pewnie jeszcze trochę odczekam z sięganiem po kolejne powieści Rudnickiej, ale prawdopodobnie nie odmówię temu tytułowi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, nie odmówisz! Musisz tylko przełamać swą niechęć... :)

      Usuń
  6. Będę niebawem czytać tę książkę.

    OdpowiedzUsuń
  7. Czuję, że ubaw będzie po pachy. Mam tę książkę pożyczoną i wierzę, że będzie to mile spędzony czas. Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będzie! Moja Mama śmiała się momentami w głos.

      Usuń
  8. Nie czytałam jeszcze żadnej książki Olgi Rudnickiej... Lekki kryminał przyjęłabym w ten chłodny dzień z przyjemnością, więc kto wie, może akurat? :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak najbardziej "akurat" :D
      Serdeczności!

      Usuń
  9. Ja niestety nie mam ochoty na pióro autorki. ;/

    OdpowiedzUsuń

Gościu, atramentowy ślad zostaw po sobie,
A na każdy komentarz odpowiem wnet Tobie.