wtorek, 26 lipca 2016

A rzeka płynie...



Autor: Katarzyna Enerlich
Tytuł: Rzeka ludzi osobnych
Wydawnictwo: MG
Liczba stron: 297
Oprawa: miękka
Data wydania: 2016
ISBN: 978-83-7779-362-6




20 VII nakładem Wydawnictwa MG ukazała się najnowsza powieść Katarzyny Enerlich Rzeka ludzi osobnych. Tytuł tajemniczy, okładka częściowo też, choć nie porywa pięknem. Za to blurb… mocno mnie zaintrygował. Dlaczego? Bo bardzo dotyczy mnie i ziemi, na której mieszkam. A mieszkam na Mazurach, na terenach dawnych Prus Wschodnich. Po raz pierwszy o staroobrzędowcach usłyszałam jeszcze w ubiegłym wieku na studiach od prowadzącej zajęcia – od ówczesnej pani dr Zoi Jaroszewicz-Pieresławcew. Znacznie później byłam nad najpiękniejsza mazurską rzeką – nad Krutynią i we wsi Krutyń. W Wojnowie przez okna zaglądałam do klasztoru staroobrzędowców… Zajrzałam i do książki o nich… i przepadłam!
Pod jednym niebem różni ludzie mieszkają i wierzą w różnych bogów, a tak naprawdę pewnie jeden jest, bo o to samo w każdej religii chodzi – o miłość do ludzi i oddanie ziemi, o respektowanie praw natury i skromne życie. (s. 82)
Rzeka Krutynia malowniczo wije się po terenach dawnych Prus Wschodnich. Momentami bardzo spokojna i malownicza, a za zakrętem nieobliczalna i rwąca, jak i historia tych ziem. I tak jak ludzkie życie płynie zmiennym nurtem. A jest przy tym pełna historii, tajemnic, krajobrazów. To nad Krutynią rozgrywa się akcja powieści Katarzyny Enerlich Rzeka ludzi osobnych.
Granice tutejszych odludzi wyznaczała rzeka i połączone z nią jezioro – jedyni świadkowie tamtych czasów, bo najstarsze drzewa już obumarły, stare domy zamieniły się w pył, a omszałe kamienie przeniesiono w inne miejsca. Została tylko wciąż ta sama woda i wystarczyłoby pozwolić jej mówić, by poznać wszystkie tajemnice tej ziemi. (s. 14)
Zacznę od historii staroobrzędowców, zwanych też starowiercami, filiponami, biegunami, bezpopowcami, fiedosiejewcami. Otóż starowiercy byli prześladowani, ciągle w biegu, szukając miejsca dla siebie na świecie. Nie chcieli poddać się carowi. Król Prus, Fryderyk Wilhelm II pozwolił im osiedlić się na ziemiach pruskich w Puszczy Jańsborskiej (dziś Puszcza Piska). Widział w nich bowiem ludzi robotnych, niepijących, stroniących od tytoniu i herbaty, ludzi, którzy miłowali porządek, a w codziennym życiu kierowali się wiarą. To tu jako pierwszy przybył w 1830 roku Onufry Jakowlew Smirnow. Jednym z pierwszych osadników był Fiodor Isajew Malewan – fachowiec od budowy dróg. To on jest protoplastą rodu Malewanów – rodu kobiet rudowłosych, samotnych, silnych i niezależnych z bajstrukami (nieślubne dziecko), kobiet z żyłką do interesów, kochających ziemię i jej plony oraz klasztor mniszek i je same.

Ostatnią z rodu Malewanów jest osiemdziesięcioletnia Augusta, mieszkająca w Wojnowie nad Krutynią. To do domku jej sąsiada, Sidora Kurta, wprowadza się młoda kobieta. Jest nią Katarzyna, aktorka z Białegostoku, która wynajęła chatę na pół roku, by uporządkować swe życie po śmierci męża i rozstaniu z kochankiem, by wyleczyć się z alkoholizmu. Pragnie nauczyć się żyć od nowa. I tak jest, gdyż Kasia zaczyna od podstaw – od nauki rozpalania w piecu z pomocą... Internetu!
Wiedziała bowiem, że musi nauczyć się tu żyć, choćby tylko na pół roku. (s. 114)
Na początku obie kobiety z niepokojem i ciekawością przyglądają się sobie. Stopniowo zbliżają się do siebie: uczą się siebie, poznają swoje historie, odkrywają swoje i cudze tajemnice. Katarzyna zwana przez Augustę Katką z czasem poznaje prawdziwe codzienne życie staroobrzędowców – ich religię, zwyczaje, zasady. Z czasem korzysta z wiejsko-zdrowotnej atrakcji, jaką jest bania (sauna). Uczy się piec chleb, bliny, skańce i pyszki, a czytelnicy wraz z nią, gdyż autorka w powieści podaje przepisy. Katka poznaje uroki prostego życia, zaczyna je doceniać:
Proste życie jest możliwe również w czasach, kiedy ludzie sobie owo życie skomplikowali, choć myśleli, że je ułatwiają. Proste życie na szczęście zawsze znajduje drogę do ludzi, którzy je pokochają i docenią. (s. 294)
Wszystko byłoby pięknie, gdyby Augusta się nie dowiedziała, że jej młoda sąsiadka nie ma pracy. Starowinka naskoczyła na nią, gdyż kobiety z jej rodu całe życie poświęciły ciężkiej pracy, zapominając przy tym o własnym szczęściu:
Jak można żyć bez pracy? Nie można. Człowiek żyje po to, żeby pracować, pomagać innym i służyć swojej ziemi. Albo wsi. Albo miastu. Czemukolwiek. (s. 106-7)
I udziela Katce rady, którą każdy z nas powinien wziąć sobie do serca, zwłaszcza, że żyjemy w ‘ciekawych czasach’, w których trzeba mieć kilka zawodów w ręku:
Nie jesteś przecież związana ze swoim zawodem do końca życia. Zawsze możesz go zmienić. Nie warto trzymać się jednej głównej drogi, czasem o wiele ciekawsze są odchodzące od niej ścieżki. (s. 218)
Wkrótce Katarzyna podejmuje się nowej pracy. Ma napisać przewodnik po klasztorze w Wojnowie, ale oprócz suchych faktów, ma zawierać prawdziwe relacje i historie ludzi, by przyciągnąć turystów do klasztoru. Kobieta zbiera materiały. Poznawanie dawnych mieszkańców tych ziem przychodzi jej z niemałym trudem. Starowierców jest coraz mniej, są nieufni, zamykali jej drzwi przed nosem, odsyłali z niczym. Ludzie znad Krutyni są bowiem… osobni, zaś odludzia są tu codziennością.
Kiedy zmieniasz swoje życie, zmieniają się również ludzie, których chcesz do niego dopuścić. (s. 288)
I z tego, co pamiętam od mojej wykładowczyni pani Zoi, która miała ze starowiercami bezpośredni kontakt – rzeczywiście filiponi są niejako odludkami, żyją niby razem z innymi ludźmi, ale mimo wszystko osobno. Zaufanie przychodzi im z trudem.  
Obie kreacje kobiece przykuwają uwagę czytelnika. Z mężczyzn mnie osobiście zafascynował Peteris, mazurski Prus. To on zna pruskość tej ziemi, której cały czas pozostaje wierny, nawet gdy z rzadka mówi językiem pruskim (szkoda, że tak mało pruskich wypowiedzi). To jego dziadek wpoił mu:
Ni zabuj, Peter, tygo, muśwa nie Poloki ni Niymcy. (…) Myśwa łod starych Prusów. Nie zabuj tygo. (s. 119)
Lecz tak naprawdę główną bohaterką tej klimatycznej powieści jest Krutynia. To nad nią osiedlali się katolicy, ewangelicy, staroobrzędowcy, prawosławni, żydzi. To ona wije się po mazurskiej ziemi, łącząc i dzieląc. To ona jest początkiem i końcem. To ona zna historie życia każdego mieszkańca, który choć na chwilę znalazł się nad jej brzegiem. To ona jest milczącym świadkiem historii, tych indywidualnych, jak i historii Polski i świata. To ona opowiada, ona jest narratorką. Każdy rozdział zaczyna się od słowa „Rzeka”, a w nim snuta jest kolejna opowieść, często dramatyczna. Niektóre tytuły się powielają, bo życie Augusty i Katarzyny płynie dalej jak rzeka. Opowieści o współczesnych bohaterach przeplatają się z opowieściami o dawnych mieszkańcach. Nadrzeczne wydarzenia niejako są opowiadane z perspektywy rzeki.
Wszystko na świecie przemija i tylko owo przemijanie jest czymś stałym. (s. 250)
Bohaterami opowieści są prawdziwi ludzie (Tomasz Ludwikowski, Kasia Krasowska Puszczynska, Pēteris Klamāns-Lazarevič), prawdziwe miejsca (klasztor w Wojnowie), ale również te fikcyjne. Czasem trudno odróżnić, gdzie kończy się prawda i zaczyna fikcja literacka. W swej najnowszej powieści Katarzyna Enerlich oddaje hołd mazurskiej ziemi, dawnym Prusom Wschodnim i ich mieszkańcom. Nie zapomina o tak ważnych postaciach dla tej ziemi, jakimi byli Ernst Wiechert i Melchior Wańkowicz, chociaż przede wszystkim skupia się na starowiercach i ich życiu. To oni dzięki tej powieści zostają ocaleni od zapomnienia. To ich czarno-białe zdjęcia zdobią karty tej powieści i czynią z niej literaturę faktu. To ich wpisy do pamiętników przybliżają czytelnikowi świat staroobrzędowców, czy to mateczki Antoniny Kondratiewnej z 1914 r., czy to lekarza Sidora Kurta z końca II wojny światowej.  
Wszystko w życiu jest potrzebne i zostawia w nas ślady, niczym koła na wodzie po rzuconym kamieniu. (s. 222)
Dla niektórych czytelników ciekawostką okażą się kamienie pioruny, kasztany odpromienniki czy legenda o królowej zaskrońców Jegle. I te przepisy kulinarne!
Klimat tej książki jest niepowtarzalny. Z jednej strony przyroda odgrywa bardzo ważną rolę, zwłaszcza płynąca Krutynia, przyglądająca się mieszkańcom. Z drugiej strony prawie zapomniany świat starowierców – ich surowe zasady i ciężkie życie, za to w poszanowaniu do matki natury i czystości. To właśnie filiponi w sobotę robili generalne porządki w domu i obejściu, a od nich ten zwyczaj zapożyczyli inni. Klimat buduje również historia tych ziem i wielokulturowość, a także pojawienie się obcej we wsi. A na dokładkę język – piękna polszczyzna opisująca przeszłość mazurskiej ziemi, oddająca emocje ludzi i ich nastroje, tajemniczość i codzienność; do tego język stylizowany w zależności od bohatera i czasu wydarzeń. I dużo życiowej mądrości…
W Wojnowie jest miejsce i na staroobrzędowców, i na pruskie, i na polskie dusze, i tak już tu będzie zawsze – bo to dzięki spłataniu wiary i ludzkich serc wieś przetrwała różne burze i złe chwile i pozostanie na swoim miejscu jeszcze długi czas. Niepamięć o niej zamieni się w pamięć. (s. 295)
I tak właśnie jest. Rzeka ludzi osobnych ocala staroobrzędowców od zapomnienia, póki jeszcze żyją. Jest to misternie utkana powieść z różnych ludzkich opowieści, z wplecioną historią wsi, Polski i świata, gdzie współczesność przeplata się z przeszłością , a nicią spajającą całość jest malownicza mazurska rzeka Krutynia.
Kiedyś ludzie skubali pierze. Dziś skubią klawiaturę. Każdy czas znajdzie swoją drogę. (s. 186)

Zdjęcia pochodzą z Wikipedii: klasztor w Wojnowie i rzeka Krutynia.

Książka przeczytana w ramach wyzwań:

10 komentarzy:

  1. Ależ to musi być wspaniała uczta literacka. Będę niebawem czytać tę książkę.

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja właśnie poluję na tę książkę! Pochodzę z terenu Puszczy Piskiej (Ruciane-Nida) więc moja ochota na jej przeczytanie naprawdę jest duża :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miłka, dla Ciebie to lektura obowiązkowa! Bardziej niż dla mnie. Udanego polowania, zwierzyna zacna :)
      Serdeczności!

      Usuń
  3. Jakoś... niekoniecznie jestem przekonana... Ale to pewnie dlatego, że autorka jest mi nie znana.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo to pisarka mazurska :) I tematyka nie jest rozrywkowa, za to bardziej życiowa i historyczna.

      Usuń
  4. Bardzo bym chciała przeczytać tę książkę, choćby z tego powodu, że nie jest to kolejna Prowincja, a wreszcie coś innego.

    OdpowiedzUsuń
  5. A ja nie miałam zamiaru zapoznawać się z książką. Ale po Twojej bardzo emocjonalnej i bardzo osobistej recenzji, zmieniłam zdanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje emocje wypływają z miłości do ziemi mazurskiej i ludzi na nich żyjących kiedyś i teraz.

      Usuń

Gościu, atramentowy ślad zostaw po sobie,
A na każdy komentarz odpowiem wnet Tobie.