piątek, 28 lutego 2014

Rezolutne dziecko



Autor: Joanna Lustyk
Tytuł: Gwiazdy w ogrodzie
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Liczba stron: 254
Oprawa: miękka
Data wydania: 2007
ISBN: 978-83-7469-620-3



Do starej willi na warszawskim Żoliborzu, zamieszkanej przez rodzinę z pięcioletnią dziewczynką, wprowadza się nowy lokator. Wszystko wydaje mu się zwyczajne i naturalne jak w każdej rodzinie. Ale to tylko pozory – naprawdę nic tu nie jest takie, na jakie wygląda. Jeśli życie ci dokuczyło i świat wydaje się wrogi, a ludzie źli, jeśli straciłeś wiarę w przyjaźń lub doskwiera ci samotność – przeczytaj tę książkę. A jeśli wszystko w życiu ci się udało, jesteś optymistą, masz przyjaciół i udaną rodzinę – tym bardziej przeczytaj tę książkę. Jest dobra na wszystko.

Ostatnio stwierdziłam, iż poziom adrenaliny w mej krwi powinien nieco… spuścić z tonu, dlatego na razie odstawiłam kryminały, sensację i thrillery, a wzięłam się za coś lekkiego i przyjemnego, czyli powieści obyczajowe. I tak oto sięgnęłam po powieść Joanny Lustyk Gwiazdy w ogrodzie.  Dopiero pod koniec książki znalazłam uzasadnienie dla tytułu i uważam, że powinien on być inny.
Książkę przeczytałam ją jednego dnia, między innymi dzięki dużej i kształtnej czcionce. Ta lekka powieść obyczajowa jest idealna na poprawę humoru i zapomnienie o własnych troskach. Wprawdzie bohaterom nie brakuje problemów i turbulencji miłosnych, bo mają skomplikowane życie rodzinne, ale jest się z czego pośmiać. A to za sprawą małej bohaterki Fuksji. Poznajemy ją jako 5-letnią dziewczynkę:

Stałem w furtce z torbą podróżną w ręku, rozglądając się niepewnie, kiedy ją dostrzegłem. Szła w kierunku małego baseniku z wodą, trzymając za nogę bezwładnie zwisającą żabę. Mam miękkie serce i nie mogę spokojnie patrzeć na cierpienie bezbronnych zwierząt, toteż rzuciłem torbę i podbiegłem do małej krzywdzicielki.
-        Puść natychmiast to stworzenie! – wrzasnąłem.
-        Odwal się – odpowiedziała spokojnie, a ja zaniemówiłem.
Obróciła na mnie okrągłe, wielkie jak u lemura oczy i przyjrzała mi się uważnie.
-        Co tu robisz? – zapytała rzeczowo.
-        Puść tę żabę.
-        Niosę ją do wody – odrzekła ze spokojem.
-        Ale dlaczego ją męczysz?
-        Ja?
-        No, a kto? Dlaczego niesiesz ją za nogę?
-        Bo się brzydzę[1].
A najśmieszniejsze w tym wszystkim okazało się, że była to… plastikowa żaba! Po przeczytaniu pierwszych dwóch stron wiedziałam, że będę boki zrywać ze śmiechu dzięki tej małej wyszczekanej bohaterce.
Dziewczynka wzięta z domu dziecka jest wybitnie inteligentna, bardzo zdolna – potrafi biegle czytać (czyta „Medycynę sądową” i „Toksykologię”) i obsługiwać internet, lubi się uczyć, ma dobrą pamięć i obsesję na punkcie… kryminalistyki. Wiec co to linie papilarne, luminol, badania DNA. Dziewczynka jest mądra i przemądrzała, przebiegła i rezolutna, sprytna i spostrzegawcza, krnąbrna i pyskata, uparta i samolubna, nie szanuje nikogo i niczego, nie uznaje żadnej dyscypliny, ma swoje zdanie. Kłamstwo jest dla niej środowiskiem naturalnym, potrafi intrygować i świetnie grać, gdy sytuacja tego wymaga. Nad życie kocha kota Mironka. Nie potrafi przyznać się, że czegoś nie wie. Jednak w końcu dostaje cenną lekcję życia, której udziela jej malarz, zamieszkujący poddasze domu jej przyszłych rodziców, czyli  narrator 1-osobowy w tej powieści: Jak będziesz ciągle mówić "wiem", to nigdy niczego się nie dowiesz. To żaden wstyd przyznać się, że się czegoś nie wie. Nikt nie rodzi się od razu mądry. Człowiek uczy się przez całe życie. (…) Czyta książki, gazety, ogląda telewizję, korzysta z internetu, a i tak nie wie wszystkiego. Jak będziesz mówić "wiem", to każdy pomyśli, że rzeczywiście wiesz i nikt ci nic nie wytłumaczy. A jak powiesz "nie wiem", to zawsze dowiesz się czegoś nowego. Jasne?[2].
Dialogi z udziałem dziewczynki rozbawią każdego i rozłożą na łopatki. To główna siła tej książki, reszta schodzi na dalszy plan, gdyż czytelnik tylko czeka, aż na arenie wydarzeń pojawi się Fuksja, zwana później Dalią, choć właściwie ma na imię Adrianna. Autorka dobrze oddała rezolutność dziecięcą i umiejętność ripostowania oraz reakcje dorosłych. Jedynie policjant zorientował się, że mała świetnie manipuluje ludźmi i nie lubi malarza, którego często swymi tekstami doprowadzała do szewskiej pasji.
Książkę czyta się szybko i z uśmiechem na twarzy. Polecam na poprawę humoru!

Książka przeczytana w ramach wyzwań: 

http://mkczytuje.blogspot.com/p/wyzwanie-biblioteczne.htmlhttp://soy-como-el-viento.blogspot.com/2013/10/wyzwanie-polacy-nie-gesi-edycja-druga.html



[1] J. Lustyk, Gwiazdy w ogrodzie, Warszawa 2007, s. 5.
[2] Ibidem, s. 212-213.

2 komentarze:

  1. Dialogi, które przytoczyłaś bardzo mnie rozbawiły, dlatego jeśli cała książka jest taka fajna to ja chętnie ją poznam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cała to nie, ale połowa tak. Właśnie dla tych dialogów ją przeczytałam. Śmiechoterapia :D

      Usuń

Gościu, atramentowy ślad zostaw po sobie,
A na każdy komentarz odpowiem wnet Tobie.