środa, 4 stycznia 2017

Wokół książek cz. 78



Poniżej definicja, szczególnie Wam bliską i znajomą po Sylwestrze…


Ale jest jeszcze lepiej nam znana odmiana kaca:


Najgorsze w tym (a może najlepsze), że takowy kac ma swój zamknięty cykl:




A teraz przyznajcie się bez bicia:




14 komentarzy:

  1. To najpierw o kacu książkowym (innego nie znam) - miewałam nieraz, ale nie będę wypisywać, bo szkoda czasu, tyle tego jest :)
    A teraz trzysekundowa nagana wzrokowa dla Ciebie :P Myślałam, że zaglądasz do każdego posta u mnie a tu.... no cóż - pora nadrobić :P
    http://czytelnicza-dusza.blogspot.com/2017/01/mini-czelendz-2016-podsumujmy-2016-1.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To u Ciebie cykl kaca książkowego trwa nieustannie.

      Usuń
  2. Czy na obrazku z kacem jest surykatka? Świetne obrazki. Kaca książkowego miałam nie raz:) Widać że psychologicznie podeszłaś do tematu:D Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja nie lubię mieć kaca ;) Ostatnio po pewnej lekturze (nie zdradzę tytułu, bo jeszcze książka nie wydana) dwa dni ryczałam jak głupia, wręcz odchorowałam tę powieść.

    OdpowiedzUsuń
  4. Takiego największego kaca książkowego miałam w podstawówce czytając Sagi o Ludziach Lodu. Nie chciałam wtedy czytac innych książek.

    OdpowiedzUsuń
  5. Dawno nie miałam kaca książkowego, ale myślę, że jest to kwestia wprawy :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wprawy powiadasz... Czyli czytać z dystansem?

      Usuń
  6. Ja to nawet nie pamiętam, czy przy jakiejkolwiek lekturze miałam takiego kaca. Może kiedyś, dawno temu... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak człek dużo czyta, to i o kaca niełatwo... :)

      Usuń

Gościu, atramentowy ślad zostaw po sobie,
A na każdy komentarz odpowiem wnet Tobie.