czwartek, 30 kwietnia 2015

Na walizkach



Autor: Monika Szwaja
Tytuł: Artystka wędrowna
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Liczba stron: 412
Oprawa: miękka
Data wydania: 2013
ISBN: 978-83-7648-833-2

KONKURS „KSIĄŻKA ZA LEPIEJA” – TUTAJ


Czy można zaprzyjaźnić się na polecenie? No właśnie! Polecenie takie, nieomal rozkaz, otrzymuje nasza stara znajoma, Wiktoria, której w „Zapiskach stanu poważnego” udało się urodzić synka, a w „Romansie na receptę” – szczęśliwie wyjść za mąż. W jej życie wkracza energicznie Adela, śpiewaczka operowa, „sopran wędrowny” (z braku stałego etatu). Piękna, utalentowana, pełna życia i temperamentu... na dodatek w konflikcie z własnym mężem, który coraz gorzej znosi jej ciągłe nieobecności i brak trzydaniowych obiadków domowych. A tymczasem Wika dla swojego męża ma coraz mniej czasu, wróciła bowiem do swojej pierwszej miłości – pracy dziennikarki telewizyjnej. No i jak tu w tych warunkach zapewnić Czytelnikom tzw. szczęśliwy happy end? Nie jest łatwo, nie jest łatwo!...

Życie na walizkach, ciągle w drodze ma swoje plusy i minusy. To o nich m.in. dowiemy się z e-maili bohaterki powieści Moniki Szwai Artystka wędrowna.
Śpiewaczka operowa, Adela Brzostowska o pięknym, sopranowym głosie nie ma stałego etatu. Śpiewa dorywczo. Musi się tułać po operach i innych przybytkach kultury, by zarobić na swe utrzymanie. Jeździ po Polsce, jednak najczęściej przebywa w Szczecinie i tutejszej operze. W Szczecinie nie zna nikogo. Jednak jeszcze o tym nie wie, że nieznana jej do tej pory dziennikarka Wiktoria Wojtyńska, notabene miłośniczka opery, otrzymała niemalże rozkaz w e-mailu od pani profesor głosu Katarzyny Latour, aby się nią zaopiekować. I od tej chwili Wiki roztacza opiekę nad Adelą. Powoli znajomość przeradza się w przyjaźń i zazdrość…
Połowę powieści stanowią e-maile wymieniane głównie między trzema kobietami, z czego dominują pod względem długości i bogactwa treści wiadomości od Adeli do pani profesor. Z nich poznajemy bogate we wzloty i upadki życie artystki na walizkach zarówno zawodowe, jak i osobiste. W obu perypetii nie brak. I to nimi dzieli się Adela ze swoją profesorką głosu i oczekuje pomocy. A ma problemy z reżyserem w operze, niewiernym mężem i szaloną matką.

Drugą połowę powieści stanowi zwykła akcja rozgrywająca się współcześnie w Szczecinie, która oscyluje głównie wokół Wiki, jej domu i pracy. Świeżo upieczona mama ma dość bycia kurą domową, chce wrócić do pracy, tylko kto się zajmie 9-miesięcznym Maćkiem? Na scenie pojawia się pomoc domowa, Antonina Pisarkiewicz zwana Tosią. Ta starsza pani z niejednego pieca chleb jadła, ocenia ludzi po wyglądzie i jest świetna w tym co robi. Jednak dopiero pod koniec powieści czytelnik poznaje jej prawdziwe oblicze. Tosia zaskakuje swą osobowością.
Wkrótce po Tosi w pałacyku państwa Wojtyńskich pojawia się Szanta. Mała suczka wzięta od sąsiadów, prawie terier, bo tatuś nieznany. Ale ta mała Szanta jest nieustraszona, bardzo waleczna niezależnie od wielkości przeciwnika, a przy tym jest bardzo wesoła i pocieszna. Na dzień dobry liże kogoś po twarzy i gryzie w nos, ot taki zwyczaj. Wychowuje się razem z Maćkiem i razem z nim uczy się pewnych rzeczy, z różnym skutkiem. Z kolei jako szczeniak dużo psoci, co przyprawia domowników i gości o…. śmiech! Przyprawia też ich o skoki adrenaliny, gdy ucieka za płot, wędruje tu i tam i ma styczność z wielkim psem sąsiada – Kilerem. Czytając fragmenty z udziałem psich bohaterów można przeżyć chwile grozy i chwile śmiechu.
Towarzystwo męskie też jest tu niczego sobie. Panowie przystojni, inteligentni, szarmanccy, rodzinni, tacy ludzcy, żadne macho. A do tego mają związek albo z morzem, albo z lądem. I lubią muzykę w różnym wydaniu. W trakcie czytania na zmianę można nucić opery, operetki, szanty. Aż się prosi, aby do książki była dołączona płyta CD z piosenkami i pieśniami, o których jest mowa na kartach powieści. Zgadzam się ze słowami bohatera, a właściwie Nietzschego:
Życie bez muzyki to jakaś niedorzeczność. (s. 362)
Od kuchni można poznać życie w operze i telewizji regionalnej. Wprawdzie nie są to rozwlekłe opisy, ale można sobie stworzyć obraz tych miejsc kultury. Jednak w akcji dominuje zwykłe, codzienne życie. Zawirowań w nim nie brak, różne emocje wiarygodnych bohaterów przenoszą się na czytelnika.
Nie do końca jestem przekonana co do zamysłu kompozycji. Jakoś na początku ciężko czytało mi się e-maile. Nie wiem, czy by powieść nie zyskała, gdyby akcja rozwijała się normalnie, a w treści z rzadka pojawiały się listy internetowe. Dziwiło mnie to, że Adela pisała e-maile z różnych poczt, np. poczty hotelu. O ile w powieści jest kilka wskazówek odnośnie obsługi internetu, o tyle ten wątek nie został dopracowany.
Początkowo gubiłam się, kto jest kim, nie mogłam się wgryźć w treść, choć fabuła była niczego sobie. Nawet troszkę się nudziłam i miałam ochotę przestać czytać. Jednak znam pióro pani Moniki nie od dziś, znam jej lekki, nieco pokręcony styl, zabawne wypowiedzi i wiedziałam, że będzie dobrze, że w końcu przepadnę. Tylko czemu tak późno?
Z Artystką wędrowną można miło spędzić czas, pośmiać się z bohaterów i na czas czytania żyć ich życiem. Tylko tej muzyki mi zabrakło…, więc nuciłam sobie szanty pod nosem na przemian z Wesołą wdówką

Książka przeczytana w ramach wyzwań:

4 komentarze:

  1. Hmm, raczej nie dla mnie. Niezbyt mnie zainteresowała fabuła, nie wywołała uśmiechu na twarzy. Do tego ta pani polecała książkę niejakiej Izabelli Frączyk, która zupełnie mi się nie podobała. Gdy to opisałam, to zleciała się cała rodzina i wszyscy znajomi, by mi spamować blog. Kto wie, czy z panią Szwają nie będzie podobnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak nie spróbujesz, to się nie przekonasz.

      Usuń
  2. Cenię sobie prozę tej autorki, ale akurat tej książki nie czytałam. Na pewno zajrzę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem ciekawa, jak Tobie będzie szło czytanie, zwłaszcza początku powieści.

      Usuń

Gościu, atramentowy ślad zostaw po sobie,
A na każdy komentarz odpowiem wnet Tobie.