czwartek, 6 marca 2014

Strzec tajemnicy



Autor: Simon Beckett
Tytuł: Rany kamieni
Tłumaczenie: Radosław Januszewski
Wydawnictwo: Amber
Liczba stron: 334
Oprawa: miękka
Data wydania: 2013
ISBN: 978-83-241-4854-7 



Rany kamieni – tu wszystko jest inne: bohater, sceneria, tylko Beckett jest taki sam: mistrz wyrafinowanej prozy, oszczędnych środków, bogatego języka, plastycznych opisów. Mistrz emocji, mistrz nastroju, strachu i tajemnicy. I znawca ludzkiej natury. Ktoś ucieka… przez pola gdzieś we Francji. W zagajniku parkuje luksusowe audi. W strumieniu usiłuje zmyć krew z fotela, z pasa i rąk… Zaciera wszelkie ślady. Zabiera plecak i odchodzi. I zabiera coś jeszcze… W nieznośnym upale wśród obezwładniającej ciszy i w paraliżującym słońcu idzie przed siebie. Tylko dokąd? Tego nie wie. Nie ma pieniędzy, żadnych planów, za to ma siniaki na twarzy. Dowiadujemy się, że jest Anglikiem. Widzimy, że jest inteligentny i wrażliwy. Domyślamy się, że jest młody. Wiemy, że musi się ukrywać…
W desperacji wchodzi do ogrodzonego drutem kolczastym lasu i dociera do wyglądającej na opuszczoną farmy. Prosi o wodę młodą tajemniczą kobietę z dzieckiem na ręku… Nie spodziewa się, jak szybko i w jakich dramatycznych okolicznościach będzie mu dane tu wrócić. I w jak deliryczno-surrealistycznej scenerii, przywodzącej na myśl scenerię największych XIX i XX-wiecznych mistrzów prozy, będzie uwięziony – a może ocalony. To brzydko-piękne odcięte od świata miejsce i jego zagadkowi mieszkańcy są wielką mroczną tajemnicą. Choć w tej nieodgadnionej dziwności wszystko i wszyscy są aż do bólu prawdziwi – w swoich słabościach, porywach szlachetności, w swoich zbrodniach i karach…

Pokochałam pióro Simona Becketta od pierwszych stron Szeptów zmarłych (recenzja TUTAJ, a Chemia śmierci (recenzja TUTAJ) mnie w tym utwierdziła. Dlatego z wielkim entuzjazmem sięgnęłam po jego najnowszą powieść Rany kamieni. Zaczęłam czytać i się zniechęciłam. Po kilku stronach przerwałam czytanie i odłożyłam książkę na 2 tygodnie. Ale wróciłam do niej.
Rany kamieni to zupełnie inna powieść w wykonaniu Simona Becketta. Nie ma tu mocnego początku jak w poprzednich książkach pisarza. A przynajmniej TAK mocnego, że po kilkunastu sekundach czytania przechodził czytelnika dreszcz. Główny bohater i narrator w jednym – Sean, ukrywa auto, zabiera ze sobą małą paczkę i ucieka. Mnie to o dreszcze nie przyprawiło i nawet do końca nie zaintrygowało, skoro przerwałam czytanie; raczej mnie znużyły szczegółowe opisy i brak prawdziwych emocji.

"Dzięki" wnykom bohater trafia do rodziny Arnauda. Rodzina ta żyje w odosobnieniu przede wszystkim na własne życzenie, ale i mieszkańcy sąsiedniego miasteczka nie są do niej przychylnie nastawieni. Ciężka atmosfera wisi w powietrzu. Każdy coś ukrywa przed innymi. Każdy  bohater ma swoją tajemnicę, a nawet kilka. To one osaczają nie tylko bohaterów, ale i czytelnika, a ten chce odkryć wszystkie sekrety.
W trakcie rozwoju wydarzeń poznajemy z retrospekcji wcześniejsze życie Seana. Akcja na francuskiej prowincji przeplata się z londyńskim życiem bohatera. Ale trochę to wszystko przytłaczają zbyt długie opisy nad losem i naturą ludzką (coś dla fanów analizy psychologii człowieka), choć pojawiająca się z rzadka dawka czarnego humoru wywołuje uśmiech na twarzy czytelnika.
Akcja nieco zagmatwana, niektóre rozwiązania zaskakują, innych można było się domyślić. Bez fajerwerków. W ostatnim rozdziale oba wątki, francuski i londyński, splatają się, a epilog ostatecznie wszystko wyjaśnia. I dopiero ostatni rozdział ukazuje, że to kryminał. W trakcie czytania bardziej miałam wrażenie, że to obyczajówka z elementami grozy oraz nutą niedomówień, tajemniczości, mroczności. I szczerze powiedziawszy do końca nie rozgryzłam tytułu.
Summa summarum – czytając najnowszą powieść Becketta nie czułam tej grozy, tego dreszczyku emocji, znanej mi z poprzednich książek. Ja jestem zawiedziona, zdecydowanie wolałam poprzedniego Becketta i jego bohatera, doktora Davida Huntera.

Książka przeczytana w ramach wyzwań: 

http://mkczytuje.blogspot.com/p/wyzwanie-biblioteczne.htmlhttp://miqaisonfire.wordpress.com/wyzwanie-kryminalne/

8 komentarzy:

  1. Czytałam tego autora całą serię o Davidzie Hunterze, która bardzo mi się podobała. Co do powyższej książki widzę, że szału nie ma. Czytałam też inne recenzje ,,Rany kamieni'' i niemal wszystkie pokrywają się z twoimi odczuciami, dlatego chyba dam sobie spokój z tą książką.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak uważasz. Według mnie niewiele stracisz...

      Usuń
    2. Skoro tak uważasz, to tak zrobię :)

      Usuń
    3. A potem będzie na mnie :)

      Usuń
  2. cóż ja jestem na razie po pierwszym tomie z trzech, a co do tej opowieści to nie jestem pewna i to nie pierwsza opinia że jej czegoś brak;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brak trupów i doktora Davida Huntera...

      Usuń
  3. Dzięki za wartościową recenzję :) Miałem dylemat czy wziąć się za czytanie tej książki, ale jednak przełożę to na późniejszy termin. Może w między czasie wyjdzie kolejna część z Hunterem :) Oby...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano właśnie oby...! I dziękuję za miłe słowa :)

      Usuń

Gościu, atramentowy ślad zostaw po sobie,
A na każdy komentarz odpowiem wnet Tobie.