niedziela, 19 lipca 2015

Cud niepamięci



Autor: Katarzyna Michalak
Tytuł: Kawiarenka pod Różą
Wydawnictwo: Filia
Seria: Książki kucharskie
Tom: 2
Liczba stron: 303
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Data wydania: 2014
ISBN: 978-83-7554-310-0


Wzięłam sobie na podróż powieść Katarzyny Michalak Kawiarenka pod Różą i byłam zła sama na siebie. Na autorkę również. Nie przekartkowałam książki i nie zorientowałam się, jak mało jest samego tekstu do czytania. W drodze powrotnej przez godzinę się nudziłam.
Kawiarenka pod Różą to opowieść z książką kucharską na słodko lub książka kucharska o słodkościach z opowieścią w tle. Obie te rzeczy trochę za daleko od siebie, moim skromnym zdaniem. Powieść podzielona jest na 4 części, a każda z nich dotyczy jednego z bohaterów. Między częściami przez kilkadziesiąt stron podawane są przepisy na słodkości wszelkiej maści. Coś dla łasuchów! Ale po kolei…
W małym miasteczku Zabajka koło Chojnic pojawia się rewolucja o imieniu Amelia. W piątkowy ranek budzi się w nowym domu i ze szczęścia wybiega w koszuli nocnej. Otwiera drzwi na szerokość i krzyczy: Goooood moooorning, Zabajko! (s. 10). A że ranek był już dość późny i trochę ludzi na rynku było, bowiem nowy dom bohaterki to kamieniczka w rynku, to całe miasteczko zamarło. Już po chwili Amelia miała gości – komitet powitalny w osobie srogiej wójtowej Oleny i jej dwóch koleżanek. Następni goście znacznie sympatyczniejsi to Tosia z przedszkola i Ksenia  z apteki. Te dwie kobiety od razu znalazły nić porozumienia z Amelią. Do grona przyjaciółek wkrótce dołączyła Marylka ze sklepu. Oczywiście, mężczyzna też musi być, więc pojawia się przystojny Olgierd, brat Tosi.
Sytuacja jest o tyle ciekawa i pełna niejasności, bowiem Amelia nie jest Amelią. Nie wie, kim jest. Została znaleziona z rozwaloną czymś ciężkim głową i w za dużej kurtce, w kieszeni której była koperta, a w niej dziwna kartka z krótką wiadomością od tajemniczego T. i pieniądze. Z liściku wynikało, że młoda kobieta ma na imię Amelia. Zgodnie z instrukcją z listu pojawiła się w Zabajce i zamieszkała w kamienicy po starym Cichockim, której ten nie chciał od dawna sprzedać. Amelia niewiele wie o sobie – kocha niezapominajki i róże oraz umie piec słodkości!
Nie męczyły ją wspomnienia, które gdzieś tam czają się na skraju umysłu, chcesz je pochwycić, a one umykają, niczym cień przed słońcem. Amelia nie miała żadnych wspomnień. Zupełnie, jakby urodziła się tydzień temu w bydgoskim szpitalu, nieco większa niż standardowy noworodek. No i starsza o jakieś dwadzieścia pięć lat. Pi razy oko. (s. 95)

Amelia to piękna i ciepła osoba, która jest spontaniczna, ambitna oraz pracowita. Lubi pomagać innym. Szybko nawiązuje relacje z ludźmi i fantastycznie piecze, jednak nie wie, kim jest. Nie wie też, kim jest tajemniczy dobrodziej T. Przy wyrabianiu dowodu osobistego wymyśla sobie nazwisko oraz datę urodzenia. A że nazajutrz będzie obchodziła 25 urodziny, to postanawia urządzić małe przyjęcie dla nowych znajomych…
Cóż… w trakcie czytania od razu zauważyłam pewien schematyzm, podobieństwo do Bogusi z serii Sklepik z niespodzianką. Młoda kobieta, singielka z pasją cukierniczą, sprowadza się do opuszczonego budynku w rynku uroczego małego miasteczka, na którego parterze urządza kawiarenkę. Znajduje trzy nowe przyjaciółki, na horyzoncie pojawia się przystojny mężczyzna, który wkrótce wyjeżdża na zagraniczną misję pomagać innym ludziom. Jak zwykle zakończenie w obyczajówkach pani Kasi (też schematyczne – ktoś nieznajomy pojawia się w drzwiach) pozostawia czytelnika w osłupieniu i każe szukać kontynuacji powieści, bo po prostu chce się wiedzieć, kto zacz i w jakiej sprawie do bohatera przybył. I nawet bohater negatywny w obu powieściach okazuje się być w głębi duszy dobrym człowiekiem, ma marzenia…
Marzenia lubią, gdy się na nie czeka. (s. 288)
Nawet mimo tego schematyzmu chętnie poczytałabym sobie taki czasoumilacz w ramach relaksu, gdyby trwał nieco dłużej, bo lekko i miło się go czytało. Jak obliczyłam, ponad połowę książki zajmują przepisy kulinarne na wszelkie słodkości! Są tu: małe formy cukiernicze (lizaki, krówki, karmelki, wafle, musy owocowe, owocowe słodkości), specjały na popołudniowe przyjęcie (drożdżówki, ciasteczka, tartaletki i domowe placki), wspaniałe, imponujące, aromatyczne i perfekcyjne w sam raz na specjalne przyjęcia (torty, suflety, serniki i babki). Początkowo czytałam owe przepisy, ale przestałam, bo zachciało mi się słodkiego! Niektóre są banalnie proste, inne skomplikowane czy czasochłonne, jednak każdy znajdzie przepis dla siebie.
Generalnie dla mnie za mało fabuły, zdecydowanie za dużo przepisów kulinarnych (kilkadziesiąt stron naraz po poszczególnych częściach), za dużo powtarzalności i schematyzmu mimo swoistego uroczego klimatu Zabajki i nowej jej mieszkanki. Kawiarenka pod Różą to raczej książka kucharska z wkomponowaną opowieścią. Idealna dla łasuchów! Przy czytaniu radzę mieć coś słodkiego pod ręką! I uważać na kalorie ;)

Książka przeczytana w ramach wyzwań:

10 komentarzy:

  1. Czytałam tę książkę i również byłam nią zawiedziona, gdyż liczyłam na jakąś jedną dłuższą historię, a nie króciutkie opowiadania przeplatane przepisami kulinarnymi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Więc nie tylko ja odniosłam takie wrażenie...

      Usuń
  2. Piękna okładka. Ale nie wiem czy się skuszę... Książka kucharska przeplatana fabułą...NIe wiem czy to dla mnie lektura...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książka kucharska w wersji na słodko, czyli wyłącznie dla łasuchów.

      Usuń
  3. Mnie też się bardzo okładka podoba, ale już sama zawartość trochę mniej. Lubię takie książki, ale tylko w przypadku ulubionych książkowych serii, jak np. "Jeżycjada" i jej wydania fabularno-kucharskie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Jeżycjada"... Ale te ostatnie tomy nie mają takiego specyficznego klimatu jak te pierwsze...

      Usuń
  4. Dobrze wiedzieć, co jest w środku tej książki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dużo fajnych przepisów na słodkości ;)

      Usuń
  5. Ogrom przepisów i schematyzm mnie w tej książce przerażają...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niektórzy kupowali tę książkę właśnie dla tych przepisów. A schematyzm odkryją ci, którzy czytali "Sklepik z niespodzianką. Lidkę".

      Usuń

Gościu, atramentowy ślad zostaw po sobie,
A na każdy komentarz odpowiem wnet Tobie.