piątek, 4 marca 2016

Bajkowa terapia



Autor: Justyna Piecyk
Tytuł: Bajki uzdrawiajki. Bajkoterapia dla dzieci z chorobą nowotworową
Ilustracje: Justyna Piecyk
Wydawnictwo: Wymownia
Liczba stron: 27
Typ książki: e-book
Format: pdf
Data wydania: 2016
ISBN: 978-83-944441-2-9

Jak wiecie, działam w Drużynie Szpiku. Me zrymowane literki wkrótce ucieszą Adriana w jego szóste urodziny. I jakoś tak się cudownie złożyło, że ostatnio Wydawnictwo Wymownia przysłało mi e-book Justyny Piecyk Bajki uzdrawiajki. Bajkoterapia dla dzieci z chorobą nowotworową i pewną prośbą. Od razu pomyślałam o naszych szpiczakach. ;)
Bajki uzdrawiajki to zbiór 8 krótkich bajek: Różyczka, Zebra i tęcza, Żyrafka, Rybka Emo, Skrzydlaty królik, Biedroneczka Klara, Gacek. Eryk. Streszczę jedną z bajek, pierwszą, Różyczkę, żebyście sami mogli ocenić jej terapeutyczną moc.
7-miesięczna różyczka choruje – traci listki, więdnie, blednie. Ogrodnik chce ją wyciąć, lecz motyl, przyjaciel róży, zmusza ogrodnika do zmiany zdania. Przez kilka dni młody mężczyzna szuka przyczyny złego stanu swej pacjentki, uważnie ją obserwuje. Trop odkrywa pod ziemią, ale szkodnika brak. Dopiero po jakimś czasie obserwacji, gdy już ogrodnik miał zrezygnować, zauważył szkodnika.
Był to Podjadacz Pospolity – najgorszy z pasożytów, bardzo trudny do wytępienia i niezwykle podstępny, gdyż niszczył rośliny, podgryzając ich korzonki. Szczególnie lubił młodziutkie i słabe roślinki. (s. 4)
Ogrodnik zakupił drogie preparaty i codziennie podawał  je swej pacjentce w małych dawkach, powoli, gdyż były one tak silne, że niszczyły też różyczkę. Szkodnik złakniony słodyczy kapiącej mu z sufity, napił się. zgubiła go łapczywość. Zaczął uciekać, ale wkrótce padł martwy. A różyczka powoli wracała do zdrowia i życia.

W pierwszych sześciu bajkach bohaterami są przede wszystkim zwierzęta i rośliny, ludzie pojawiają się w nich różnych rolach, ale niejako na marginesie, zaś w dwóch ostatnich bajkach głównymi bohaterami są chłopcy. Zastosowanie symboli ze świata roślin i zwierząt jest uniwersalnym zabiegiem, a odkrycie prawdy dla małego czytelnika będzie oczywistością.
Bajka Gacek kompletnie do mnie nie przemówiła. Nie przekonał mnie zaproponowany przez autorkę sposób na chemioterapię. No i nie wiem, czemu mama chłopca spakowała termometr do szpitala… Pozostałe bajki zachwycały mnie ujęciem tematu, bohaterami, podejściem do choroby, zdrowia, życia. Mała żyrafka musiała nosić aparat wydłużający szyję, biedroneczka gubiła kropki, zajączek nie wiedział, dlaczego ma skrzydła… ale wszystko w trakcie rozwoju akcji pięknie się wyjaśnia.
Zbiór 8 bajek Justyny Piecyk pozwoli każdemu dziecku, zwłaszcza temu młodszemu oswoić chorobę nowotworową i wszelkie jej aspekty, od wizyty u lekarza rodzinnego i pobyt w szpitalu, przez badania, zastrzyki, kroplówki, chemię, transfuzję krwi i transplantację, po śpiączkę i śmierć kliniczną. To nie są łatwe i miłe tematy, lecz konieczne do poruszenia w rozmowie z dzieckiem, a Bajki uzdrawiajki przynajmniej w części pomogą wytłumaczyć sytuację i pomogą przejść przez proces leczenia małego pacjenta-czytelnika, jego ciała i duszy. Wola życia, wola walki i nadzieja przebijają z każdej strony.
Autorka w swych bajkach podkreśla, jak ważna jest opieka rodziców, ich wsparcie, determinacja i wola walki o życie swego dziecka, ich stała obecność przy łóżku małego pacjenta. To głos rodziców często motywuje dzieci do walki z chorobą i powrotem do zdrowia, do życia (bajka Eryk chyba najbardziej porusza). Okazuje się, że szpital to nie tylko miejsce, gdzie się leczy, ale gdzie można poznać inne dzieci, nawiązać nowe przyjaźnie i zobaczyć, że inni mogą być bardziej chorzy. To też miejsce, gdzie pracują ludzie, którym zależy na powrocie do zdrowia małych pacjentów.
Utwory napisane zostały prostym, plastycznym językiem dostosowanym do percepcji dzieci, tak miękko i ciepło, z wyczuciem, choć zarazem też poruszająco. A do tego piękne, barwne ilustracje, wykonane prawdopodobnie pastelami. Spodobała mi się kreska ilustratorki-autorki, wiernie oddająca bohaterów i opisywaną rzeczywistość. Żywe i radosne kolory także niejako motywują dziecko do walki z chorobą, a na pewno wzbudzą sympatię czytelników do bohaterów. Szkoda tylko, że tak mało tych ilustracji.
Ta niepozorna książeczka Justyny Piecyk to dodatkowa terapia dla psychiki małego pacjenta z chorobą nowotworową, dla oswojenia różnych etapów chorowania, uwrażliwienia zdrowych dzieci na chorobę i odmienność rówieśników. To również nauka tolerancji, hierarchii ważności wartości, uporu w dążeniu do celu. To także pomoc dla rodziców chorującego dziecka.

Za możliwość przeczytania dziękuję pani Basi i

http://wymownia.pl/
 
Książka przeczytana w ramach wyzwań:

10 komentarzy:

  1. Piękna publikacja. Myślę, że takie książki są potrzebna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak najbardziej potrzebne! Bajka może więcej zdziałać i bardziej przemówić do dziecka niż rozmowa z dorosłym.

      Usuń
  2. Justyna Piecyk wykonała kawał dobrej roboty!

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytałam ją i również jestem pełna wielkiego zachwytu, że ktoś kto debiutuje potrafi napisać o tak trudnych rzeczach i to jeszcze do dzieci. ;)

    Pozdrawiam i zapraszam do siebie ;)
    http://tylkomagiaslowa.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzeba mieć ten dar i pomysł, bo dzieci to najwięksi krytycy.

      Usuń
  4. To jest genialne. Brawo, bardzo cenię sobie literaturę biblioterapeutyczną.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie książki są bardzo potrzebne.

      Usuń

Gościu, atramentowy ślad zostaw po sobie,
A na każdy komentarz odpowiem wnet Tobie.