Pokazywanie postów oznaczonych etykietą potworzenie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą potworzenie. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 3 kwietnia 2016

Dzienne potworzenie...



… czyli teleportacja Janka z Czarnolasu z XVI wieku do XXI w wersji mej.
W poście o tym, że piszę książkę (TUTAJ), wspomniałam, że po stronie redakcyjnej zostawiłam pustą kartkę. Będzie na niej fraszka Do Czytelnika – rozwinięta i zmodyfikowana wersja fraszki Do Gościa, którą znacie z nagłówka mego bloga, a która jest skróconą wersją fraszki Na lipę Jana Kochanowskiego.


sobota, 20 czerwca 2015

Literaki



Moja pasja – literaki
To trzydzieści dwa są znaki
Alfabetu j. (jot.) polskiego,
Abecadła ojczystego.
Literaki małe znaki
Ciągle dają się we znaki!
Ciągle głowę zawracają!
Ciągle w nocy spać nie dają!
Z Weną tak się skumplowały,
Że mój świat zawojowały.
Każą myśleć, każą pisać,
By kto inny mógł je czytać.
Ciągle miejsca swe zmieniają,
Nowe słowa układają.
Te z kolei w szyku stają,
Zdania różne już składają.
Za zdaniami idą w szyku
Akapity, tych bez liku!
Całość tworzy twórcze dzieło,
Moje małe "arcydzieło".
To nie wszystko. Oprócz prozy
Poezyję mózg potworzy.
Me liryki liMEryki
Bardzo różne to wierszyki.
Ich tworzenie – wielka sztuka!
Szukam rymu, do kaduka!
I rytm muszę w ryzach trzymać,
Słowa zginać i wyginać.
A puenta? To rzecz święta!
Bo puenta ma być cięta.
Toż to sprawa trudna czasem,
Bo literki… borem, lasem
Idą sobie w różne strony,
Zostawiając mózg wnerwiony.
Sprzymierzeńcy czy wrogowie?
Tego nikt już się nie dowie!
Ale to jest znany fakt:
Z literkami ja mam pakt!

poniedziałek, 8 czerwca 2015

Proces potworzenia



Swoje pisanie wierszy nazywam pieszczotliwie i trochę z przekąsem – potworzeniem. Potworzę z 32 literek i powstają literaki. Zaczyna się od gdybania i skojarzeń. A ostatnio było mniej więcej tak:
Dzień Dziecka dziecko bocian narodziny przyrost naturalny rząd polityka prorodzinna
Uwielbiam grę w skojarzenia, wieloznaczność, związki frazeologiczne, riposty (oczywiście cięte), żonglerkę słowną, ironię i poczucie z humorem. Wszystkie te składniki w różnych proporcjach występują w mych literakach. Do tego dochodzi rytm i rym (zwykle parzysty, bogaty, dokładny). Czasem jest tak, że rymu brak i wówczas jest "telefon do przyjaciela" ;) Pomaga mi pewna strona w internecie, a potem szare komórki biorą się za przestawianie słów lub/i wyszukiwanie ich zamienników.
Pierwotny pomysł o bocianie zapisałam w komórce, raptem 4 wersy:




Wcześniej zwykle zrzucałam tekst na lapka i tam go modyfikowałam i dopieszczałam w specjalnym dokumencie. Ale teraz postanowiłam wykorzystać niemalże niezapisany kalendarz dla nauczyciela i do niego to przepisuję nocne pomysły. Plus kalendarza jest taki, że zawsze jest pod ręką! Następnie wierszyk trafia do owego dokumentu i tam "leżakuje i dojrzewa" do publikacji. A z bocianem było tak:

niedziela, 7 czerwca 2015

Zielona Sowa

Jest 5 czerwca koło 13.00. Ktoś dzwoni do drzwi. To listonosz. Wręcza mej Mamie pokaźną kopertę – dużą i grubą. Mama niesie ją do mnie. Ja w totalnym szoku, bo niczego się nie spodziewałam. Rozrywam kopertę, a tam… 3 książki o Tappim Marcina Mortki! Szok się powiększył, bo dopiero tego dnia na stronie Czas Dziecka miały się ukazać wyniki konkursu na wierszyk o wydawnictwie Zielona Sowa. Rzuciłam się do lapka i bingo! Me nazwisko widniało na pierwszym miejscu.
Ale zszokowało mnie co innego… Tempo! Konkurs trwał do 31 V. Nagrodę wysłano 2 VI z Krakowa, a ja pod granicą polsko-rosyjską otrzymałam ją 5 VI, w dniu ogłoszenia wyników! Naprawdę byłam pod wrażeniem. Szczęśliwa też!
Wierszyk o Zielonej Sowie powstawał za dnia i nie do końca był potworzeniem. Był ciężką pracą i to przez kilka dni. Weny zbrakło, widocznie nie lubi słońca i pracy w dzień. Podchodziłam do wiersza na pewno ze trzy razy. Brakowało mi pomysłu na zakończenie. Olśnienie przyszło tuż przed końcem upływania terminu zgłoszeń. A oto finalny i finałowy wierszyk:

piątek, 5 czerwca 2015

Nocne potworzenie



Te Wasze TAK-i pod poprzednim postem, dały mi się w nocy ze środę na czwartek ostro we znaki. Paluszki po ciemaku biegały po klawiaturze starej Nokii. Odkładały ją na miejsce, żeby po chwili znów wziąć się za robotę i do roboty. Efekt nagrałam po południu nową komórką (sorki za jakość):





A tu już nowsza wersja – ugładzona; nie wiem, czy będzie ciąg dalszy (choć powinien być), bo to tylko część procesu potworzenia, ale ta najważniejsza:

Nocne potworzenie
czyli Wasze TAK-i dały mi się w nocy we znaki!

Razu pewnego tuż przed północą
Szare komórki Martą szamoczą.
Do tego Wena przybyła w gości
I w łóżku Marty wnet się umości.
Szepcze do ucha różne pomysły…
Marta się złości na jej wymysły!
Co rusz komórkę do ręki bierze
I pisze rymy jak na papierze.
Poprawia wersy, kasuje słowa,
Bo dobra wersja nie jest gotowa!



Post o potworzeniu ukaże się w poniedziałek… I przyznam szczerze, że aż się boję, co sobie o mnie pomyślicie!