piątek, 9 sierpnia 2013

Nerki nie bolą



Autor: Ewa Barańska
Tytuł: Nie odchodź, Julio
Wydawnictwo: Telbit
Liczba stron: 256
Oprawa: miękka
Data wydania: czerwiec 2010
ISBN: 978-83-62252-28-2






Julia to urocza, inteligentna, ambitna nastolatka z pasją do nauki i o nietypowych zainteresowaniach, żyjąca jednak w cieniu pięknej siostry i grona jej znajomych - lokalnej śmietanki towarzyskiej. W jej życiu nieomal jednocześnie pojawia się miłość i nieuleczalna choroba. Mimo uciążliwości terapii, dziewczyna rozkwita, zdobywając serce Wiktora. Czy wzajemne uczucie zwalczy ból, strach i zwątpienie? Czy wystarczy do pokonania choroby? Czy każdy z nas może pomóc losowi w dopisaniu happy endu?  "Nie odchodź, Julio" to wzruszająca historia o miłości wartej najwyższego poświęcenia, o niezasłużonym cierpieniu i młodym życiu, które trzeba ratować za wszelką cenę...

I znów przeczytałam powieść dla młodzieży, ale jakże ważną! I przyznam szczerze, nie żałuję! A nawet więcej, mam zamiar przeczytać inne książki Ewy Barańskiej. Ale wczoraj "połknęłam" Nie odchodź, Julio. Połknęłam, bowiem, tak mnie wciągnęły losy Julii, że nie mogłam się oderwać. Poza tym jakaś część tej książki dotyczyła mnie osobiście… Wprawdzie jest to powieść o młodzieży i dla młodzieży, ale wystarczy zmienić wiek głównych bohaterów, ich miejsce pracy, a problemy będą dotyczyć również nas, dorosłych ludzi. Nie będę się skupiała na kreacji bohaterów i beztroskim życiu nastolatków z bogatych rodzin, tylko na problematyce poruszonej przez autorkę.
Jak często ludzie lekceważą pierwsze symptomy choroby, oszukują samych siebie, próbują je tłumaczyć czymś innym – "Czuję się dobrze, mam tylko złe wyniki" lub "Zaraz mi przejdzie". A w tym czasie choróbsko sieje spustoszenie w organizmie. Owszem, lepiej zapobiegać niż leczyć, a jak leczyć, to u dobrych lekarzy. Ale o ile już się znajdzie dobrego lekarza, to medycyna często bywa bezsilna, bo nie ma leku, bo nie ma pieniędzy, bo nie ma sprzętu, bo… Dużo jest tych "bo".

środa, 7 sierpnia 2013

Przeklnę cię!



Autor: Katarzyna Enerlich
Tytuł: Czas w dom zaklęty
Wydawnictwo: MG
Liczba stron: 208
Oprawa: miękka
Data wydania: czerwiec 2010
ISBN: 978-83-61297-70-3





Niezwykła historia Ruty, kobiety, która spędziła młodość w sennym mazurskim miasteczku, leżącym u podnóża krzyżackiego zamku. Dziewczyna pragnie zrealizować marzenie swego życia – zostać malarką. Mimo niewątpliwego talentu osiągnięcie celu nie będzie łatwe, a na wszystkim kładą złowrogi cień toksyczne relacje z sąsiadką, pod wspólnym dachem ponurego domu. Z domem tym związana jest pewna tajemnica, którą Ruta odkrywa w smutnych okolicznościach. Samotność, odejście bliskich, koniec pięknej miłości i niezrealizowane marzenia – czy to całe zło, które ją dotknęło, ma korzenie w tajemniczej historii sprzed lat? Czy dom, w którym mieszka jest przeklęty?
„Czas w dom zaklęty” to opowieść o wybaczaniu, zakazanej miłości i codziennej hipokryzji, której nie dostrzegamy ze zwykłego wygodnictwa. To również magiczne spotkanie ze sztuką. Bogactwo takich symboli, jak żydowska modlitwa nad winem czy pogańska Noc Kupały, pokazuje nam, że świat pełen jest uniwersalnych wartości. Ich znaczenia przeplatają się ze sobą, jak dobro ze złem, i to do nas należy decyzja, czym zapełnimy nasze serca…

W zeszłym roku przeczytałam 3 części Prowincji Katarzyny Enerlich, pisarki zza miedzy. Zauroczyła mnie swoją "prowincjonalnością" i na nowo pozwoliła mi odkryć moją. Tym razem przeczytałam jej powieść Czas w dom zaklęty, choć trwało to tydzień dłużej niż normalnie. Czytanie bolało! Oj bolało! A ten ból powodował również rozterki, jaki nadać tytuł temu postowi. Do głowy przychodziły mi fragmenty piosenek: Jak dobrze mieć sąsiada, Miłość ci wszystko wybaczy, Przeklnę cię. Wszystkie pasowały, ale wybrałam piosenkę z Kabaretu Starszych Panów, których notabene uwielbiam!
Maksyma łacińska: Homo homini lupus est! (człowiek człowiekowi wilkiem) doskonale oddaje całokształt stosunków sąsiedzkich i jest zaprzeczeniem przysłowia – kruk krukowi oka nie wykole. Stosunki dobrosąsiedzkie w przypadku mieszkańców pewnego domu w miasteczku na Mazurach z punktu widzenia tej lektury wydają się być mrzonką. Jak chcecie się dowiedzieć, jak zatruć życie sąsiadowi, to tu znajdziecie całe spectrum możliwości. Tylko nie myślcie, że Was do tego zachęcam! W żadnym razie! Po prostu nie uwierzycie, dopóki o tym nie przeczytacie, no chyba że macie wątpliwą przyjemność mieć takich sąsiadów, czego Wam współczuję.

niedziela, 4 sierpnia 2013

Drodzy Moi i nie moi!


Natenczas błąkam się po różnych miastach Polski i instytucjach, aby pozałatwiać swe bardzo osobiste sprawy. Często nie mam dostępu do internetu, nie mówiąc, a raczej pisząc, o laptopie!  Wena się wzięła i na mnie obraziła. Książek za bardzo nie mam czasu czytać, a stoik urósł, że ho, ho! Nazbierało się pozycji z biblioteki, a i ostatnie tygodnie obfitowały w nagrody książkowe :) 
Ale za to na swej drodze spotykam cudownych ludzi, którzy rozświetlają mroki mej nieco szarej ostatnimi czasy rzeczywistości i wskazują nowe ścieżki podążania, nowe możliwości działania. Dziękuje im za to! Losowi też! Choć w sobotę przez niego mój powrót do domu trwał 2 h dłużej!
W miarę możliwości czasowych i internetowych będę prowadzić bloga literkowego.
Serdeczności dla Was (ł)ode mnie
Żyrafka ;)

niedziela, 28 lipca 2013

Strażniczka i Brama



Autor: Michelle Zink
Tytuł: Proroctwo sióstr
Tłumaczenie: Marta Kapera
Wydawnictwo: Telbit
Seria: Proroctwo sióstr
Tom: 1
Liczba stron: 367
Oprawa: twarda
Data wydania: 2012
ISBN: 978-83-7674-164-2

Bliźniaczki Lia i Alice Milthorpe właśnie zostały sierotami. W dodatku stają się dla siebie śmiertelnymi wrogami. Kiedy każda z nich odkrywa swoją rolę, jaką spełnia w proroctwie, obracającym kolejne pokolenia sióstr przeciwko sobie, dziewczyny zostają uwikłane w przerażającą tajemnicę. Tajemnicę, na którą składa się znamię na nadgarstku, śmierć rodziców, księga, mężczyzna oraz życie pełne sekretów... Lia i Alice nie wiedzą, komu mogą zaufać. Wiedzą jedynie to, że nie mogą ufać sobie wzajemnie.

Tym razem w me rączki wpadła dziwna jak dla mnie książka – Proroctwo sióstr Michaelle Zink. Dziwna, bo okładka w ogóle nie zachęca do wzięcia książki w ręce – 2 posągi smutnych dziewczynek ze spuszczonymi głowami i zaplecionymi dłońmi na tle ciemnych drzew i czerwonym kwiatem między nimi. Trochę mi to przypominało nagrobek cmentarny. Druga sprawa to gatunek – jest to historia w klimacie gothic. No cóż… nigdy nie czytałam typowej powieści gotyckiej[1], a przynajmniej nie przypominam sobie tego. I to był główny powód przeczytania tej książki.
Może na początek kilka słów kluczy: jednostronnicowa książka, proroctwo istniejące od zarania dziejów, Samael, Pozaświaty, Pustka, Chaos, Dusze, Zaklinaczka, Klucze, Strażniczka, Brama, bliźniaczki, znamię na nadgarstku, Medalion Chaosu. Rozumiecie coś? Zaintrygowałam Was? Jesteście zaciekawieni? Domyślacie się, co z czym się "je"? Nie? To może krótki cytat:

piątek, 26 lipca 2013

Obserwator


Tomaszowi "Bananowi" w podziękowaniu za codzienną lekturę obrazków z życia polskiego społeczeństwa

Historyk Tomasz z miasta Krakowa
w swojej taksówce na noc się chowa.
Z ludźmi rozmawia,
o wszystkim rozprawia,
a potem na blogu o tym jest mowa.


Na moim blogu zainteresowane osoby znajdą link do owego bloga. Lektura jest pasjonująca!