
Tytuł: Zapach makadamii
Wydawnictwo: Lucky
Liczba stron: 320
Oprawa: miękka
Data wydania: 2020
ISBN: 978-83-66332-28-7
Czasami
człowiek musi uzbroić się w cierpliwość. Tak było ze mną i z bohaterami
powieści Zapach makadamii Anny
Wojtkowskiej-Witali.
Widzisz Robercie, zostaliśmy tutaj sami. Nikt nic nie mówi, nie wiem, co się dzieje… (s. 15)
Matylda Łozińska w wieku sześciu lat została sierotą. Po tragicznej śmierci matki zabrała z jej torebki zdjęcie nieznajomego mężczyzny. Rozpoznała go na pogrzebie. Od tej pory traktowała go jak przyjaciela – rozmawiała z postacią na zdjęciu, gdyż ciotka nie okazywała jej uczuć. Trzydziestopięcioletnia Matylda prowadzi z narzeczonym kancelarię prawniczą. Kobieta wciąż próbuje rozwikłać zagadkę z dzieciństwa i odszukać nieznajomego. Przypadkiem w telewizji rozpoznaje mężczyznę ze zdjęcia. Następnego dnia Matylda jest w Zielonej Łące w pensjonacie „Miranda” i staje przed Robertem Helsztyńskim. Czym zaowocuje spotkanie dwojga zranionych ludzi, tak bliskich sobie, a jednocześnie tak dalekich?
Był częścią jej życia, kimś bliskim, ale kim dokładnie, tego nie wiedziała. (s. 48)
Od początku zaciekawiła mnie fabuła. Osierocone dziecko jakoś sobie porządkuje rzeczywistość, ale „jakoś” nie wystarcza. Skutki tragicznych przeżyć z dzieciństwa odbijają się echem w dorosłym życiu. Matylda żyje przeszłością, czegoś jej brakuje, nie potrafi ułożyć sobie życia, a rutyna w wieloletnim związku nie pomaga. Jacek wciąż odkłada ślub, jest zazdrosny o mężczyznę z fotografii. To on stoi między narzeczonymi, jakby ich bacznie obserwował i czekał... Robert też żyje przeszłością. Nie ułożył sobie życia, wystarcza mu pensjonat i porady prawne dla mieszkańców wsi. Życiem tych dwojga zawładnęła osoba, która nie żyje…
Ja ciągle szukam spokoju, żeby wreszcie zacząć żyć teraźniejszością, a nie przeszłością. (s. 128)

