Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kosin. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kosin. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 12 września 2019

Utkana z mgły


Autor: Renata Kosin
Tytuł: Dziecko z mgły
Wydawnictwo: Filia
Liczba stron: 388
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Data wydania: 2019
ISBN: 978-83-8075-619-9 





Przyznam się bez bicia, że mam małe zaległości w czytaniu powieści Renaty Kosin. Konkretnie sztuk dwie: Złodziejka dusz i Nić Arachny. Dziś Dziecko z mgły.
Telefon w nocy. Głos każący natychmiast przybyć na lotnisko. Alicja wykonuje „rozkaz”. Na miejscu nie może wyjaśnić nieporozumienia, gdyż wyniosła i pozornie uprzejma panna Emma Parker nie daje dojść jej do słowa. Kobieta ma zaopiekować się dziewczynką, swoją daleką krewną, ale przecież ona nie ma krewnych, jest sierotą. Spokojne i poukładane życie singielki staje na głowie. Od teraz ma pod opieką dziecko o nieznanej przeszłości i pochodzeniu. W dodatku dostała wyraźne polecenie: „I nie rób żadnych głupot. Najlepiej nic nie rób. Wkrótce ktoś się z tobą skontaktuje, odpowie na twoje pytania i przekaże kolejne wskazówki”. Robi się coraz bardziej tajemniczo.
Sześciolatka Mia Mor wydaje się utkana z mgły. Jest tak delikatna i krucha, że „przypominała lalkę z delikatnej, starej porcelany”. Wkrótce okazuje się, jak jest niezwykła. Można by rzec, że miała szczęście, że trafiła w dobre ręce, ponieważ Alicja pracuje w poradni jako terapeutka integracji sensorycznej i pedagog specjalny. Jednak bardziej zdziwi powód, dlaczego singielka musi się nią zaopiekować…

poniedziałek, 12 marca 2018

Znajoma twarz



Autor: Renata Kosin
Tytuł: Jedwabne rękawiczki
Wydawnictwo: Filia
Liczba stron: 400
Oprawa: miękka
Data wydania: 2018
ISBN: 978-83-8075-377-8




Laura wiedzie spokojne życie na ostatnim piętrze przedwojennej warszawskiej kamienicy, gdzie mieszka wraz mężem i córkami. Czuje się tam szczęśliwa i bezpieczna, do czasu, gdy znajduje na podłodze salonu amarantowy koralik ze strzępkiem srebrnej nici. Intuicja podpowiada jej, że jest on ważny, podobnie jak zdjęcie dziewczynki z lalką ukryte za obwolutą starego albumu, listy wypchane strzępkami znalezionych pod podłogą papierzysk oraz jedwabna rękawiczka z wyhaftowanym tajemniczym symbolem. Chęć wyjaśnienia tajemnicy zaprowadzi Laurę do maleńkiego francuskiego miasteczka i domu z zamkniętymi okiennicami. Wewnątrz czekają na nią zarówno odpowiedzi, jak i nowe pytania.

Pomiędzy bezwartościowymi szpargałami tkwiła cienka jedwabna rękawiczka. (s. 17)
Przyszła pora i na najnowszą powieść Renaty Kosin – Jedwabne rękawiczki. Gdy zaczęłam czytać, szybko przeniosłam się do świata wykreowanego przez autorkę, do Warszawy, Jedwabnego, Bujan oraz do Francji. I na jakiś czas tam zagościłam. Krótki czas, bo tak mnie wciągnęły polsko-francuskie wydarzenia. Nie będę wprowadzać czytelnika w akcję, gdyż jest ona zbyt złożona, zbyt rozgałęziona i pełna różnych rzeczy, detali. Musi wystarczyć blurb, bo inaczej bym musiała spojlerować.
Przyjazd do Jedwabnego spowodował, że wspomnienia wróciły. Dziecięce koszmary znów panoszyły się w głowie dorosłej już kobiety. (s. 69)
Laura musi załatwić ostatecznie sprawy związane ze sprzedażą starego domu rodzinnego w Jedwabnem. Jednak zamiast zbliżyć się do ich rozwiązania, to one się coraz bardziej gmatwają. Pojawiają się nowe znaleziska, nowe fakty, nowe komplikacje, a Laura tak bardzo nie lubi swego rodzinnego domu, wręcz go nienawidzi. Ciotka Helena próbuje jej pomóc, ale czy na pewno próbuje, a nie przeszkadza? Tajemnice rodzinne, zagadki z przeszłości, zatajane informacje, kłamstwa to wszystko się kotłuje w głowie bohaterki. Dochodzi ona do wniosku, że ma tego dość. I tu ja się buntowałam przeciwko postawie Laury, bo na jej miejscu bardzo bym chciała wiedzieć, co takie wydarzyło się w mej rodzinie na przestrzeni wielu lat. irytowało mnie jej podejście do genealogii rodzinnej, choć rozumiałam jej niechęć do starych domów.
Wszystko zamiast się wyjaśniać, gmatwało się coraz bardziej. (s. 157)

niedziela, 10 grudnia 2017

Pióro ze skrzydła anioła




Autor: Renate Kosin
Tytuł: Aleja Siódmego Anioła
Wydawnictwo: Filia
Liczba stron: 384
Oprawa: miękka
Data wydania: 2017
ISBN: 978-83-8075-336-5




Renata Kosin zabrała mnie do uroczego parku, a jedna z alej zaprowadziła mnie do Alei Siódmego Anioła. Do sklepu „Meble stylowe” Eustachego Hebnera, do sekretarzyka, do tajemniczego listu sprzed lat napisanego przez chłopca i… przyczyny zacinania się jednej z szuflad. Stopniowo czytelnik pozna autora listu, odkryje przyczynę zepsucia szuflady, a przy okazji odkryje tajemnicę, nad która czuwa siedem aniołów, a właściwie to już sześć. Zapraszam do parku z aniołami. Poznajcie anioła zatroskanego, uradowanego, zasępionego, rozmarzonego, zadumanego, zagniewanego. Rozejrzyjcie się za tym siódmym, zaginionym, czyli za aniołem rozmiłowanym, zwanym też natchnionym…
Każdy dzień jest wystarczająco dobry – by się nim cieszyć. (s. 142)
Główna bohaterka od czegoś uciekła do dużego miasta i tu zbudowała swój mały świat. Chroni swoją prywatność wręcz do przesady, żyje w bezpiecznej i złudnej ochronnej bańce, szklanej kuli stworzonej przez siebie, odcięta od rzeczywistości, żyjąca przeszłością. Naiwnie sądzi, że nikt jej nie odnajdzie. Jeśli nawet komuś zaufa, to i tak trzyma go na duży dystans. Z czasem jej zachowanie staje się nielogiczne, bohaterka traci kontrolę nad rzeczywistością. Kolejne szare koperty ze zdjęciami tylko pogłębiają jej depresję i wzmacniają wyrzuty sumienia. Cierpią przez to także ekspozycje wystaw.
Bo niektóre słowa są jak pchły. Łaskoczą złośliwie to tu, to tam, i za nic nie dają się złapać. Albo uwieszają się jak małpki na końcu języka, by i stamtąd umknąć, zanim ktoś zrobi z nich użytek. Czasem tylko zachowują się jak ptaki. […] Ulatują, ale człowiek wie, że tak jest lepiej, bo to daje im wolność. I przestaje za nimi gonić. (s. 291)
Wypowiedź pana Antoniego o słowach oddaje ich urok, figlarność, nieuchwytność. Słowa Julii to muszelki i kamyki z plaży. Bohaterka pisze, ale ma problemy. Wcześniej ich nie miała, bo zawodowo się zajmowała pisaniem książek ze szczęśliwym zakończeniem, teraz woli projektować wystawy sklepowe. Jej ostatnia książka powstaje powoli i w bólach. W tej historii bez końca Julia chowa swoją duszę, nękające ją koszmary i niechciane wspomnienia. Powstaje powieść bezimienna, której autorka nie może dokończyć, nie ma weny. Ale czy na pewno to jest przyczyną niemocy twórczej?
Bo złe rzeczy zapomina się najtrudniej. (s. 224)

czwartek, 14 września 2017

Tatarskie korzenie



Autor: Renata Kosin
Tytuł: Tatarka
Wydawnictwo: Filia
Liczba stron: 468
Oprawa: miękka
Data wydania: 2017
ISBN: 978-83-8075-255-9




U nas w Kruszynianach mieszka sporo rodzin tatarskich i mieszanych. Od paruset lat zresztą, zdążyliśmy więc do siebie przywyknąć. (s. 52)
Rzadko się zdarza, że okładka książki woła mnie do siebie, bym ją koniecznie przeczytała. Dodatkowo wołał mnie tytuł. Tak było z najnowszą powieścią Renaty Kosin Tatarka.
Studentka Ksenia spędza lato w Bujanach na Podlasiu w otoczeniu bliskich i bujnej przyrody. Przeżywa, że w noc świętojańską jej wianek zatonął w Biebrzy, co nie wróży dobrze dla jej sfery uczuciowej. Niby nie jest ani z Patrykiem, ani z Xavierem, ale chciałaby być z kimś. Na juwenaliach wpadł jej w oko przystojny, ciemnooki mężczyzna. To Tatar Emir. Krótka znajomość zaprocentowała obietnicą, że Ksenia pojawi się latem w Kruszynianach na Sabantuj.
Sabantuj to takie nasze ludowe święto na zakończenie wiosennych prac polowych. (s. 60)
Dziewczyna często bywała z rodzicami w Kruszynianach, lubiła kuchnię tatarską (szkoda, że na końcu książki nie ma przepisów na potrawy tatarskie!). Tym razem pojechała na Sabantuj. Zauroczona strojami, straganami, przedmiotami, feerią barw (polecam zajrzeć na stronę autorki lub fanpage i obejrzeć zdjęcia z tegorocznego Sabantuj w Kruszynianach, wtedy o wiele lepiej chłonie się opisy) poznaje starszego pana, który przypadkiem raczy ją skróconą wersją historii polskich Tatarów. To Ibrahim, dziadek Emira.
Zapatrzył się znów na Ksenię i zmarszczył na chwilę brwi. – Wygląda całkiem jak nasza. Tatarka – dokończył nieco ciszej. (s. 88)
Dziewczyna z wielkim zainteresowaniem słucha o Złotej Ordzie, tamgach, herbie rodu Tarak, przygląda się uważnie dziadkowi. W pewnym momencie zdradza cel swojej wizyty w Kruszynianach – Ksenia przyjechała ze względu na swojego pradziadka, który miał podobno korzenie tatarskie.
W jej rodzinie od dawna krążyła legenda o tatarskim pochodzeniu pradziadka Ignacego Kudeli. (s. 56)

czwartek, 7 września 2017

Uporządkować sprawy przodków



Autor: Renata Kosin
Tytuł: Sekret zegarmistrza
Wydawnictwo: Znak
Liczba stron: 416
Oprawa: miękka
Data wydania: 2016
ISBN: 978-83-240-4099-5




Odkrywanie kart historii może być doprawdy ogromnie zajmujące, zwłaszcza gdy dotyczy własnej rodziny. (s. 320)
To prawda, dlatego podpisuję się pod tymi słowami Renaty Kosin zamieszczonymi w jej powieści Sekret zegarmistrza.
W tym miejscu przez blisko sto pięćdziesiąt lat rodzili się i umierali kolejni członkowie rodu Śmiałowskich, a potem i Kudelów. (s. 22)
Malowniczy murowany dworek w Bujanach na Podlasiu należy obecnie do Leny Gajko. Odziedziczyła go ona po swej zmarłej babci Stefanii Kudeli z domu Śmiałowskiej, a ta z kolei po swym dziadku Joachimie Śmiałowskim. Dworek niejedno już widział, ale jeszcze więcej zobaczy, a raczej odkryje swe zakamarki przed gospodynią i pokaże jej, jakie skarby ukrywa…
Pytanie o tajemnicę z przeszłości powracało za każdym razem, gdy otwierała stare blaszane pudełko. (s. 15)
Rytm życia w tym dworku wyznaczały zegary, mnóstwo zegarów. Dziadek Ignacy Kudela był zegarmistrzem. Pozostał po nim warsztat zegarmistrzowski i pudełko. Pudełko z wypukłym napisem Pralines au Chocolat, w którym znajdowały się zegarki nigdy nieodebrane z naprawy. Szczególnie jeden przyciągał wzrok – mały złoty zegarek z bransoletką. Jego wyjątkowość polegała na tym, że nie miał przyczepionej kartki z nazwiskiem właściciela, tylko na odwrocie inicjały: JB. W dodatku dziadek za życia powtarzał, iż lepiej by było, gdyby nikt po niego nigdy się nie zgłosił, co Lenę zawsze intrygowało. Wprawdzie kobieta nie została zegarmistrzem, ale wykorzystywała mechanizmy starych i nowych zegarków do stworzenia niezwykłej biżuterii.
Tak naprawdę jestem bardzo ciekawa przeszłości tego domu. (s. 96)
A że dom ma swoje lata, to nic dziwnego, że czasem w nim się coś zepsuje. I potrzebny jest generalny remont. W tym domu stare sprzęty domowe mają swoją duszę, zepsute się naprawia i zostawia. Duchy przodków obecne są w całym domu. Nic dziwnego zatem, iż w trakcie rozbiórki pieca robotnicy znaleźli brudną i poczerniałą szmatę, stare gazety i zmurszałą książkę. Wkrótce okazuje się, że to nadpalony dziennik z 1885 roku, którego prawdopodobnie właścicielką była Emilie de Fleury. Lena kontaktuje się z Aurelią Chatier z Vallauris, dla której sprzedaje swoją biżuterię, a którą poznała dzięki swojemu blogowi „Sekret zegarmistrza”. Zaczyna się zastanawiać, co łączy jej rodzinę z właścicielką butiku na południu Francji…
Czasem lepiej nie wiedzieć, powtarzała Stefania, a Lena buntowała się wówczas, bo uważała, że wszystko jest lepsze od niewiedzy. (s. 160)

wtorek, 30 maja 2017

Życie usłane różami



Autor: Renata Kosin
Tytuł: Kołysanka dla Rosalie
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Seria: Tajemnice Luizy Bein
Tom: 2
Liczba stron: 464
Oprawa: miękka
Data wydania: 2015
ISBN: 978-83-10-12814-0

 
W ścianach pałacu prócz smutku mieszkał też strach. (s. 105)
Kto uczestniczył w odkrywaniu Tajemnicy Luizy Bein, ten powinien sięgnąć po drugi tom tej serii Renaty Kosin – Kołysanka dla Rosalie.
Od poprzednich wydarzeń minęło 7 lat. Klara od dawna żyje w biegu. Przemęczenie, niewyspanie, niedojadanie, problemy w redakcji, kłótnie z Kubą (chce powiększenia rodziny, a ona nie), przygotowanie zamku na przybycie gości, zamartwianie się o przyszłość dają jej w kość. W dodatku ciągle w różnych miejscach znajduje symbole Bractwa Różokrzyżowców. A jakby tego było mało, okazuje się, iż ktoś chce ją przestraszyć, wyrządzić krzywdę. Mają miejsce różne dziwne zdarzenia, jak podrzucenie zwłok psa czy zgniłych róż do sypialni.
Zdała sobie sprawę, że ktoś znów chciał wyrządzić jej krzywdę. (s. 208)
Wartemborski pałac należy do Klary i Jakuba. Remont jest na ukończeniu. W pałacu powstał pensjonat „Pałac stu róż”, który właśnie otwiera swe podwoje dla pierwszych gości, szukających wypoczynku na Warmii i zainteresowanych historią. A są to: dwaj tajemniczy wędkarze, niemieckie małżeństwo Rita i Felix Schmidt, profesor Dębski interesujący się historią II wojny światowej, emerytowany architekt Christian von Egloff, państwo Pastewni, czyli wścibska pani Róża z mężem pantoflarzem, samotna dziewczyna. Ze Szwajcarii przyjeżdża Alex z Sarą i dziećmi Rosalią i Albertem oraz Sarą. Rodzina jest w komplecie.
Dzieci zostały powierzone miejscowej opiekunce – Lisce. To ona uczy 7-letnią Rosalię wiersza napisanego przez mistyka i różokrzyżowca, opowiada jej w bardziej przystępny i zrozumiały sposób bajki pochodzące z Alchemicznych zaślubin – najważniejszego manifestu Bractwa Różokrzyżowców. To ona śpiewa kołysankę Brahmsa, znaną także Alexowi. To ona przekonuje ojca dzieci, że pies Figa jest dobry i posłuszny.
Wystarczy uważnie popatrzeć [w oczy psa], żeby zyskać pewność. Podobnie jest z ludźmi. Nie należy ich słuchać, tylko dobrze im się przyjrzeć, żeby wiedzieć, jacy są naprawdę. W środku. (s. 91)

piątek, 19 lutego 2016

Mimo to



Autor: Renata Kosin
Tytuł: Mimo wszystko Wiktoria
Wydawnictwo: Replika
Liczba stron: 328
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Data wydania: 2012
ISBN: 978-83-7674-174-1



Zbyt długie noszenie kapci pada kobiecie na mózg. (s. 114)
Sięgnęłam po debiut Renaty Kosin Mimo wszystko Wiktoria i przepadłam na jeden dzień! Całe szczęście, dla mnie oczywiście.
Bohaterkami powieści są 4 kobiety i ich rodziny oraz znajomi. Są to: Michalina, Zuzanna, Gabriela i Edyta. Każda z nich ma swoje życie, rodzinę, pracę, ale i każda ma jakiś sekret skrywany przed kimś bliskim, przed czytelnikiem także. Michalina jest dziennikarką w „Życiu Codziennym” i pracuje zdalnie z domu, jest po wypadku i ciężkich przejściach, cała rodziną na nią chucha i dmucha łącznie z pomocą domową panią Zosią. Gabriela to rozwódka,  nauczycielka samotnie wychowująca nastoletnią córkę. Zuzanna spełnia się jako artystyczna bizneswoman i żona męża, niestety nigdy nie będzie matką, ale za to wielki pies Cynamon jest dla niej jak dziecko. Z kolei Edyta to młoda mamusia, która właśnie ma wracać do pracy z urlopu macierzyńskiego, ale… Domyślacie się zapewne, że nie ma do czego wracać. I Edyta najmniej mi pasowała do paczki przyjaciółek, nie do końca się wpisywała w wielką przyjaźń. Najrzadziej się pojawiała, nie zawsze była w temacie i nie studiowała filologii polskiej na jednym roku z pozostałą trójką. A i w tle jest jeszcze jedna kobieta, Wiktoria, teściowa Michaliny.
Pewnego dnia do salonu i sklepiku w jednym „Dom Otwarty dla Pań” przyszedł mężczyzna i zażądał zapisania go na jeden z kursów rzemiosła artystycznego dla pań. Nie mógł zrozumieć, dlaczego mu uparcie odmawiano. Sprawa stanęła na ostrzu noża, czyli na samej szefowej Zuzannie. Filip Orecki od jakiegoś czasu zgłębia meandry kobiecej psychiki, chce napisać książkę o kobietach i zbiera materiały. Zuzanna w końcu się zgadza, lecz pod jednym warunkiem: że sama prowadząca i uczestniczki kursu zgodzą się na obecność mężczyzny w swoim gronie. I to nie byle jakiego mężczyzny! Ale o tym dowiecie się z książki.  

czwartek, 21 maja 2015

Rodzinne tajemnice



Autor: Renata Kosin
Tytuł: Tajemnice Luizy Bein
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia 
Cykl: Tajemnice Luizy Bein
Część: 1
Liczba stron: 528
Oprawa: miękka
Data wydania: 2014
ISBN: 978-83-10-12633-7 



Na starówce w warmińskim miasteczku archeolodzy odkrywają cmentarzysko mnichów. Pośród zakonników znajdują szczątki kobiety w wianku ze srebrnych róż i z dzieckiem w objęciach. Okazuje się, że to Luiza Bein, dziedziczka i filantropka, której grób dotąd pozostawał nieznany. Ale kim jest dziecko? Kobieta miała tylko jednego syna, który dożył sędziwego wieku… Młoda dziennikarka postanawia wyjaśnić tę zagadkę. Aby odszukać potomków Luizy, skieruje swe kroki do Szwajcarii. Wraz z młodym i przystojnym Alexandrem Beinem odkryje wiele tajemniczych kart historii tej rodziny…

Po przeczytaniu ponad 100 stron zajrzałam na koniec książki i odkryłam notę OD AUTORKI. Z niej to się dowiedziałam, iż jedna z ważniejszych bohaterek czytanej przeze mnie powieści, niejaka Annette von Viereck, dama dworu królowej Luizy, była hrabiną i mieszkała w pałacu na terenie mej gminy! (Silginy) Tym bardziej wzrósł mój apetyt na książkę Renaty Kosin Tajemnice Luizy Bein. Choć i wcześniej był on już duży, bowiem autorka mieszka kilkadziesiąt kilometrów ode mnie i obie kończyłyśmy tę samą uczelnię.
Już od pierwszych stron autorka wprowadza aurę tajemniczości. Jakaś kobieta buszuje na strychu pałacu w Barczewie. Pod jedną z desek podłogi znajduje pakunek zawinięty w brudną szmatę. Wkrótce potem już go nie ma, bo ktoś ją napadł. I tak zaczyna się powieść pełna zawiłości, skrywanych rodzinnych tajemnic, zagadek i niejasności, momentów grozy okraszonych humorem.
Główni bohaterowie to Klara Figiel i Alexander Bein. Ona jest młodą dziennikarką, którą zafascynowało odkrycie archeologiczne na starówce Barczewa. Znalezienie cmentarzyska mnichów nie wzbudziłoby sensacji, gdyby wśród szczątków zakonników nie odnaleziono szczątków kobiety w wianku ze srebrnych róż i z dzieckiem w objęciach. Okazało się, że to Luiza Bein, jednakże jej jedyny syn dożył sędziwego wieku, więc to nie on był z nią pochowany. Klara rusza do Szwajcarii, by tam z potomkiem Luizy – Alexandrem odkryć prawdę o dziedziczce i filantropce z Barczewa. Tylko że młody Szwajcar wcale nie ma na to ochoty, nie jest zbytnio zainteresowany historią swej rodziny, woli pociągi i kolejki oraz kamizelki robione na drutach wątpliwej urody. Jednak zmienia zdanie, gdy ktoś z jego domu kradnie cenną rodzinną pamiątkę. Od tej pory w jego uporządkowanym życiu dzięki Klarze i jej śledztwu zapanował bałagan… Perfekcjonista i sztywniak w jednym jest zaintrygowany zachowaniem Polki i coraz częściej kieruje się impulsami.

piątek, 28 marca 2014

Przenieść się na prowincję



Autor: Renata Kosin
Tytuł: Bluszcz prowincjonalny
Wydawnictwo: Replika
Liczba stron: 404
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Data wydania: 2012
ISBN: 978-83-76742-06-9




Anna traci męża, a wraz z nim poczucie stabilności i równowagi, w wyniku czego rozpoczyna desperackie poszukiwania czegoś lub kogoś, na kim mogłaby się ponownie wesprzeć. Jak bluszcz. To właśnie jej skłonność do „bluszczowatości” powoduje, że postanawia porzucić życie w Wielkim Mieście i wrócić do swojego rodzinnego miasteczka.  Na miejscu odkrywa, że mimo powierzchownych zmian miejsce jest nadal takie samo jak to sprzed dwudziestu lat - które zachowała w pamięci.

Dwa tygodnie książka z biblioteki leżała na komodzie w stosiku "Przeczytaj". Tak leżała i czekała, aż i ona dojrzeje do przeczytania, bo okładka jakoś mnie do siebie nie wołała. Ale w końcu sięgnęłam po powieść Renaty Kosin Bluszcz prowincjonalny. Nadmienię tylko, że autorka jest absolwentką mojej Alma Mater UWM w Olsztynie. Jej największa pasja to pisanie, ale w swych książkach łączy wszystkie swoje pasje – plastyczne, rękodzielnicze, kulinarne, ogrodnicze i kilka innych. Pierwszą książką była powieść Mimo wszystko Wiktoria. Nie znam tej pozycji. Ja swoją przygodę z piórem pani Renaty zaczęłam od Bluszczu prowincjonalnego.
Przeczytawszy pierwsze zdanie książki, a właściwie pierwsze słowo „Szlag” – wiedziałam, że będzie dobrze. Czułam to nie tyle w kościach, co w szarych komórkach. I się nie pomyliłam! Tytułowy bluszcz prowincjonalny to Ania, która większość życia musiała mieć tyczkę, na której się opierała ona i jej życie. W ten sposób straciła swój kształt, autonomię, siebie samą. Odejście męża spowodowało przewrót w jej życiu z depresją na czele.