Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fragment. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fragment. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 13 września 2020

Zapach makadamii - fragment

Dziś fragment powieści Zapach makadamii Anny Wojtkowskiej-Witali, która ukazała się pod moim patronatem:

– On i twoja matka byli kochankami, uwierz w to i wyrzuć wreszcie to zdjęcie. Nie żebym był zazdrosny, ale przestaniesz wreszcie o tym myśleć. Facet zabawił się z twoją matką, a i ona się zabawia­ła, a potem ją zostawił i ona rzuciła się z rozpaczy pod samochód – wygłaszał swoje domysły bez odro­biny współczucia.

– To był wypadek i proszę cię, nie mów tak o mojej matce – próbowała protestować.

– Wypadek, nie wypadek. Póki nie wyrzucisz tego zdjęcia, nie zaznasz spokoju – powiedział zde­cydowanie i od czasu tej rozmowy Matylda wspo­mniała o Robercie tylko dwukrotnie. Wydawało jej się wtedy, że go odnalazła, ale to były dwie bolesne pomyłki. Jacek nakrzyczał na nią, że musi się wsty­dzić przed obcymi facetami za jej zachowanie, więc postanowiła nie rozmawiać z nim więcej o Rober­cie. Ale zdjęciu przyglądała się w ukryciu. Codzien­nie. I teraz w łazience znowu spoglądała na Roberta.

czwartek, 14 maja 2020

Zielarka - fragment drugi


Dziś siódmy rozdział powieści Zielarka Katarzyny Muszyńskiej, którą objęłam patronatem medialnym.


Zapadłe, wrzesień 1111 roku
Dwie łodzie, których dzioby ozdabiały skręcone kły narwali, przybiły do piaszczystego brzegu. Pod osłoną nocy dwunastu ludzi sprawnie zeskoczyło na ląd. Przybysze nie tracili czasu, rozpalone ogniska obserwowali już z wody. Na tych ziemiach pachniało świerkami i żywicą. Eskil wskazał na Flokiego i Hi­gona, którzy mieli przeprowadzić zwiad. Za osadą rozpościerał się potężny i prastary las. Przykucnęli na skraju i czekali.
– Pięć chat, większość śpi, nie ma straży – zameldował Floki, który bezszelestnie pojawił się tuż obok Eskila.
– Czas sprawdzić, czy twój węch się nie zepsuł od morskiej soli. – Machnął ręką, a pozostali ruszyli za nim.
Pomorzanie nie byli przygotowani na atak. Ludzie Eski­la zagonili ich do największego domostwa i zabarykadowa­li w środku. Część zabudowań podpalili, a gęsty dym objął całe Zapadłe.
– I znów tylko rybie flaki i nic niewarte drewniane misy! – Eskil ze złością rzucił trzymanym w ręku naczyniem.
Przed nim ułożono wszystko, co znaleziono w osadzie. Nie było tego dużo. Kilka przerażonych kurczaków, dwie stare szkapy, rybackie sieci, beczki z suszonym mięsem, płócienne worki z mąką na chleb i dwa sery. A do tego pełno mis, kubków i dzbanów. No i oczywi­ście ryb.
– W głębi lądu będzie lepiej. Mam przeczucie… – Floki nie­pewnie położył dłoń na plecach Eskila.

poniedziałek, 11 maja 2020

Zielarka - fragment


Dziś pierwszy rozdział powieści Zielarka Katarzyny Muszyńskiej, którą objęłam patronatem medialnym.


Rozdział 1
Bydgostia, październik 1098 roku
Sambora mocniej przytuliła siedzącą przed nią w siodle córkę i popędziła karego rumaka. Trakt oświetlał słaby blask księży­ca. Ciemności jej nie przeszkadzały, doskonale pamiętała drogę. Minęły strażnicę, którą otaczało szerokie na pięć długości ra­mion koryto rzeki i zanurzyły się w sosnowym borze. Ziemie zarządcy sąsiadowały z kasztelanią inowrocławską i Wyszo­grodem. Na południu zaś rozciągały się bagna.
Koń z trudem wspinał się po wyboistej ścieżce. Z jego pyska toczyła się piana. Mijała czwarta godzina, odkąd wyruszyły w drogę. Dziewczynka zaczynała się już niecierpliwić. W od­dali zamajaczyło światło rzucane przez ognisko, a to znaczy­ło, że ich wędrówka dobiega końca. Na szczycie, w otoczeniu drzew, stało kilka skleconych z gliny i gałęzi chat. Sambo­ra zatrzymała ogiera, zeskoczyła na ziemię i pomogła zsiąść córce.
– Spóźniłaś się – odezwała się przygarbiona staruszka, sto­jąca przy ogniu w towarzystwie pięciu kobiet.
– Ma na imię Marena i skończyła cztery lata – odpowie­działa nowo przybyła. Była zaskoczona, jak bardzo drżał jej głos. – Nie bój się – spróbowała dodać otuchy chowającej się za nią dziewczynce. Na niewiele się to zdało. Marena mocniej zacisnęła piąst­ki na sukni matki. Minęła północ, w powietrzu unosił się za­pach deszczu.

środa, 18 marca 2020

Ukaż mi prawdę - fragment


Dziś fragment powieści Ukaż mi prawdę Agnieszki Rusin, którą objęłam patronatem medialnym.

– Wsiadaj – Kuba zawołał. – Spróbujemy ruszyć.
– Nie chcę, muszę rozprostować nogi. Przejdę się, skoro to niedaleko. Nie mam już dziś ochoty na jazdę czymkolwiek.
– Co ty wymyślasz? Wsiadaj, będziesz chodziła sama po lesie?
– A co w tym złego? W końcu sam wybrałeś to miejsce.
Kuba zamilkł, nie miał ochoty na kolejne sprzecz­ki, marzył tylko o prysznicu i łóżku. Ustąpił więc, tym bardziej że ich dom powinien pojawić się już za kolejnym zakrętem. Wiedział również, jak bardzo Alicja potrafiła być nieprzejednana w swoich postanowieniach, w dodatku lekarz zalecił jej długie spa­cery na świeżym powietrzu.
– Zgoda – odpuścił, spoglądając na żonę zmę­czonym wzrokiem. – Ale nie zbaczaj z drogi, nie­długo się spotkamy. Kieruj się tą dróżką. Za zakrę­tem – wskazał dłonią – znajdziesz stary dom.
– A gdzie jezioro?
– Za chwilę je ujrzysz – uśmiechnął się, przywo­łując na myśl cudowny widok, którym cieszył oczy podczas ostatniej wizyty i transakcji.

środa, 26 lutego 2020

Przerwane tony - fragment

Dziś fragment powieści Przerwane tony Gai Kołodziej, którą objęłam patronatem medialnym.

Kroki w korytarzu sprawiają, że odruchowo spo­glądam w tamtą stronę.
– Lili. – Witek podchodzi do nas. – Czekają na ciebie.
– Na mnie? – Spoglądam na niego, zdezoriento­wana. – Dlaczego?
W milczeniu obejmuje mnie ramieniem i odciąga od mamy.
– A co z nią? – dopytuję spanikowana. – Nie opuszczę jej!
– Musisz jechać.
– Nie ma mowy! – Wyrywam się z uścisku i wra­cam do mamy.
Wielokrotnie dumałam, co by się stało, gdybym choć raz opuściła dom na dłużej. Podejrzewałam, że rozłąka może wywołać u niej epizod depresyjny, ale nie spodziewałam się takiej reakcji. Przeraża mnie.
– To nie podlega dyskusji. – Witek ujmuje mnie za łokieć.
– Muszę zadzwonić po pomoc! – Drżenie w moim głosie przeradza się w panikę.
– Już to zrobiłem. – Ciągnie mnie ku schodom. – Idź.
Wyrywam rękę z uścisku i obracam ku niemu.
– Bez mamy nigdzie nie jadę! – oświadczam ostro i aż podskakuję, słysząc:– W tej chwili!
Witek nigdy dotąd nie podniósł na mnie głosu. Potrafił spojrzeniem wyrazić niezadowolenie, czym szybko ustawiał mnie do pionu. Jego krzyk uświada­mia mi, jak poważna jest sytuacja, i choć w dalszym ciągu nie rozumiem, skąd ten pośpiech, jestem go­towa bez protestu wypełnić polecenie. Po raz ostat­ni patrzę na mamę, która w świetle wpadającym do pokoju przez okno przypomina owoc mniszka po­spolitego. Półprzezroczysta, otoczona puchem kie­lichowym – jedno chuchnięcie i rozpadnie się na kawałki.
– Zajmę się nią – dodaje ochroniarz łagodniej­szym tonem.
Spoglądam na niego w napięciu.
– Obiecujesz?
Przez moment patrzymy sobie prosto w oczy.
– Masz moje słowo.
Raptem na korytarzu pojawia się Patryk. Przez ramię przerzucony ma mój turkusowy plecak z przytroczoną do niego matą do jogi. Przywołuje mnie gestem, napięcie żłobiące mu twarz dodatko­wo mnie pospiesza. Zbiegam za nim po schodach.
Mężczyźni w garniturach stoją przy głównym wej­ściu. Nie marnują ani chwili – natychmiast otwierają drzwi i wychodzą na zewnątrz, gdzie czekają na nas dwa identyczne samochody. Patryk dosłownie wpy­cha mnie na tylne siedzenie jednego z nich.
* * * * *
– Czemu zawdzięczam ten przywilej? – pytam, opanowawszy wreszcie ucisk w krtani.
Mój głos brzmi sztywno i oficjalnie; ojciec uśmie­cha się do mnie, jakby bawiło go, że od razu przecho­dzę do sedna.
– Nastąpiły pewne wydarzenia, które wymagają natychmiastowego wzmocnienia kontroli nad twoim bezpieczeństwem.
Wypowiadając te słowa, nawet nie mruga. Ja rów­nież, choć taka odpowiedź jest daleka od satysfakcjo­nującej. Jego ton jest chłodny, rzeczowy, pozbawio­ny sentymentu. Niewątpliwie sytuacja jest poważna, skoro postanowił wyrwać mnie z korzeniami i prze­sadzić kilkaset kilometrów dalej. Jeszcze przed chwi­lą miałam nikłą nadzieję, że sprowadził mnie tutaj, bo choć trochę za mną tęsknił. Nadzieja ta szybko zga­sła, zastąpiona rozczarowaniem, bo w jego spojrzeniu ani w słowach nie ma miejsca na tęsknotę. Wpatruje się we mnie cierpliwie, szacująco, przez co czuję się bardziej jak nowo zatrudniony pracownik niż córka.
Unoszę brwi w oczekiwaniu na bardziej konkretne wytłumaczenie. Jest to taktyka, której nauczyłam się wiele lat temu od Witka. Działa skutecznie, bo ojciec spogląda na Henryka, a następnie ponownie na mnie.
– Mamy pewne podejrzenia – ostrożnie dobiera słowa.
– Nic nie jest jeszcze potwierdzone – dodaje po­spiesznie Henryk, przebierając w powietrzu pulchny­mi palcami.
Wyraźnie nie mają zamiaru kontynuować, więc motywuję ich słowami:
– Chyba należą mi się wyjaśnienia.
Mężczyźni wymieniają spojrzenia.
– Sprawa dotyczy Edmunda – oświadcza Henryk, a na dźwięk tego imienia na twarzy ojca wykwita na­pięcie. – Wszystko się zaraz wyjaśni.
Macha niefrasobliwie dłonią, jakby odpędzał cie­kawską muchę. Jakby odpędzał mnie.
– Wciąż nie rozumiem, dlaczego tu jestem.
Ojciec wzdycha i wreszcie wyjawia:
– Cztery godziny temu Edmund wymknął się ochronie.
Wpatruję się w niego w milczeniu, bo nie ro­zumiem, co szaleństwa mojego brata mogą mieć wspólnego ze mną.
– Możliwe, że został porwany.

Czy jesteście zaintrygowani?

niedziela, 13 marca 2016

Tu i teraz



Oj, dawno nie było postu z cyklu "Historie z książek", ale nic się nie trafiło aż do dzisiaj. Babcia Tosia, bohaterka Drogi do domu Gabrieli Gargaś (recenzja TUTAJ), opowiada Matyldzie pewną historię, która ponoć zdarzyła się naprawdę; historię pani w białej sukni, która spotkała panią w zielonej sukience. A było to tak:



niedziela, 21 grudnia 2014

Drobne to troski



Dziś historia z książki Moniki Szwai Anioł w kapeluszu. Historia nietypowa, bo w formie wiersza. I to nie byle kogo! Samego lorda Byrona! I całkiem jak nie w jego stylu! Sami się przekonajcie ;)

niedziela, 30 listopada 2014

Historie z książek



Jakiś czas temu przedstawiłam Wam, drodzy czytelnicy, historię o odciskach stóp, którą znalazłam w książce Irene Hannon Pewnego lata (znajdziecie ją TUTAJ). W weekend czytając książkę Lista marzeń Lori Nelson Spielman, trafiłam na kolejną mądrą opowieść. Postanowiłam stworzyć cykl "Historie z książek". Będę w nim prezentowała fragmenty powieści, które są osobnymi historiami, niezwykle mądrymi i życiowymi, a przytoczonymi przez bohaterów.
Dziś bajka o starym człowieku z Listy marzeń Lori Nelson Spielman: