Benjamin
Zephaniah zabiera najmłodszych na rymowaną wycieczkę do ogrodu. Podążając
śladami natury, każdy czytelnik, niezależnie od wieku, pozna jej cuda. I to na
każdym kroku. Trzeba tylko uważnie patrzeć i słuchać. Czasami trzeba kucnąć lub
klęknąć, żeby samemu poznawać przyrodę i jej małych mieszkańców – ważki,
prosionki, gąsienice, także te większe: jeża, myszki, wiewiórki, a nawet lisa. Każde
stworzenie ma w ogrodzie swoje miejsce i coś do zrobienia. Każde jest
potrzebne.
Tematyka
wiersza w przystępny sposób otwiera dzieciom okno na świat przyrody. To rymowana
historia o tym, kto mieszka w ogrodzie i co się w nim dzieje. Urocza, krótka, a
zarazem prosta. Sprawi, że mały czytelnik będzie chciał zostać małym
przyrodnikiem i ruszyć do ogrodu na poszukiwania swoich maleńkich przyjaciół. Bo
w ogrodzie dzieją się cuda! Ja sama nie mogłam się oprzeć temu picturebookowi!
Tytuł książeczki obrazkowej skierowanej
do najmłodszych dzieci daje odpowiedź bardzo ogólną. My, ludzie, jesteśmy dla
innych ludzi, a oni są dla nas. Znacznie więcej zdradza treść wiersza. Autor w
prostych słowach przekazuje najmłodszym czytelnikom w wieku 3-5 lat najważniejsze
informacje o ludziach, o życiu w społeczności. Uczy je relacji międzyludzkich, współpracy
w grupie, dobroci, czułości, pomagania sobie, otwartości.
Spójrzcie, jaka wciąż sprawna,
jak dobrze się trzyma
w naszym stuleciu nienawiść.
Jak lekko bierze przeszkody.
Jakie to łatwe dla niej – skoczyć, dopaść.
Nie jest jak inne uczucia.
Starsza i młodsza od nich jednocześnie.
Sama rodzi przyczyny,
które ją budzą do życia.
Jeśli zasypia, to nigdy snem wiecznym.
Bezsenność nie odbiera jej sił, ale dodaje.
Religia nie religia -
byle przyklęknąć na starcie.
Ojczyzna nie ojczyzna -
byle się zerwać do biegu.
Niezła i sprawiedliwość na początek.
Potem już pędzi sama.
Nienawiść. Nienawiść.
Twarz jej wykrzywia grymas
ekstazy miłosnej.
Ach, te inne uczucia -
cherlawe i ślamazarne.
Od kiedy to braterstwo
może liczyć na tłumy?
Współczucie czy kiedykolwiek
pierwsze dobiło do mety?
Zwątpienie ilu chętnych porywa za sobą?
Porywa tylko ona, która swoje wie.
Zdolna, pojętna, bardzo pracowita.
Czy trzeba mówić ile ułożyła pieśni.
Ile stronnic historii ponumerowała.
Ile dywanów z ludzi porozpościerała
na ilu placach, stadionach.
Nie okłamujmy się:
potrafi tworzyć piękno.
Wspaniałe są jej łuny ciemną nocą.
Świetne kłęby wybuchów o różanym świcie.
Trudno odmówić patosu ruinom
i rubasznego humoru
krzepko sterczącej nad nimi kolumnie.
Jest mistrzynią kontrastu
między łoskotem a ciszą,
między czerwoną krwią a białym śniegiem.
A nade wszystko nigdy jej nie nudzi
motyw schludnego oprawcy
nad splugawioną ofiarą.
Do nowych zadań w każdej chwili gotowa.
Jeżeli musi poczekać, poczeka.
Mówią, że ślepa. Ślepa?
Ma bystre oczy snajpera
i śmiało patrzy w przyszłość
- ona jedna.
Kobiety
zwane są puchem marnym dzięki pewnemu poecie… A kim jest tytułowy Puch niemarny w romansie Bożeny Pajdosz?
Na pewno kobietą!
Życzę pani, żeby
już dziś pani wyzdrowiała, ale tu wszyscy są trochę leniwi, powoli będą panią
leczyć. Taka pani śmieszna, że szybko pani nie wypuszczą. (s. 19)
Małgorzata
Durkan, singielka w średnim wieku, nieco zagubiona samotnica i popaprana
emocjonalnie, kocha swoją winnicę, wieś i psa Bajorka. Pracuje w laboratorium,
lecz jej pasją jest winiarstwo. Pewnego dnia na jej dłonie spadło okno. Kobieta
trafia do szpitala, lecz bardzo długo musi czekać na pomoc. Z bólu staje się…
niegrzeczna. W końcu z pomocą spieszy doktor Przemek Olewaczyk, wrażliwy na
cierpienia pacjentów ortopeda, który swa pracę traktuje jak życiową misję.
Już dawno nie
widzi w niej aroganckiej, roszczeniowej pacjentki. Widzi kobietę. Ekscytującą,
trochę zagubioną, ciut popapraną emocjonalnie. (s. 38)
Początek
ich znajomości jest zabawny. Miłość dopada ich nagle, lecz żadne z nich nie przyznaje
się do nowych uczuć. Sprawy zmieniają obrót, gdy lekarz zawozi Gośkę do domu i
zamieszkuje u niej. Początkowa sielanka szybko się kończy. Dwoje niemłodych już
zakochanych dopada proza życia – nie tak łatwo jest scalić dwa poukładane życia
dojrzałych ludzi. W dodatku Gośkę dopadają emocjonalne zawirowania, coś złego
dzieje się z jej psychiką, a i Przemek czuje chaos w swoim życiu z powodu
ogromu uczuć do kobiety. Co będzie z tą miłością?
Małgośka ma
huśtawkę. (s. 151)
Czasem
ludzie sami komplikują sobie życie. Celuje w tym zwłaszcza Gośka, mająca
roszczeniowy stosunek do życia, której natura ludzka jest wybitnie pogmatwana,
a emocje popaprane. Histerie, bzdurne pretensje do świata, ciągłe wybuchy, nakręcanie
się, niczym nieuzasadnione akcje, szaleństwa, a nawet… Przyznam szczerze, że
czasem miałam dość zachowania się bohaterki. Denerwowała mnie swoim irracjonalnym
zachowaniem i emocjonalnymi huśtawkami. Jej plątanina myśli zapętlała jej życie
osobiste i nieco czytelnika. Miałam ochotę nią potrząsnąć i kopnąć w szlachetną
część ciała. A to tylko świadczy o tym, że postać Gośki nie jest papierowa, że została
dobrze wykreowana przez autorkę
Nie trzeba bać
się życia, że nawet w złych czasach dzieją się rzeczy dobre, że wśród złych
ludzi zawsze znajdzie się garstka poczciwych, że po burzy zawsze przychodzi
słońce. (s. 35)